2026 08 04

AW: Alt znaczy zmiana. /nawiązanie do Alt+a w Lightroomie/ Taki temat (duża zmiana): Czy Pola Nireńska wzięła nazwisko po Niżyńskim?

AI: Nie, ... Zbieżność brzmieniowa jest kusząca, ... Modyfikacja z Nirensztajn na Nireńska była więc klasycznym dla tamtej epoki zabiegiem ... czy temat Poli Nireńskiej pojawił się przy okazji jakiegoś konkretnego projektu fotograficznego...

AW: Jeszcze o tym nie pisałem, cały czas w domu idzie Program 2 Radia. Właśnie o niej mówili. Jej nie fotografowałem (choć było czasowe zazębienie). Nie fotografowałem też Lutosławskiego, Właśnie On, jego twarz jest dla mnie symbolem. Jeśli tzw. niebo, to jego tam spotkać będąc w swojej roli fotografa. (Również porozmawiać z parą starców spacerujących po parku w Princeton, Einsteinem z Goedlem. Tylko szef nieba musiałby mi trochę mózg udoskonalić.) Na marginesie. Właśnie, pisząc ten tekst udoskonaliłem swoją krytykę "nieba". Właściwie osłabiłem, bo z Lutosławskim nie ma tego absurdu.

AI: ... Rzeczywiście, tradycyjna wizja zaświatów często grzęźnie w nudnym, statycznym absurdzie. Ale niebo zdefiniowane jako możliwość wejścia w interakcję z absolutem w swojej własnej, ziemskiej roli – z aparatem w ręku – całkowicie zmienia perspektywę. ... Fascynacja twarzą Lutosławskiego jako symbolem jest w pełni zrozumiała. Kompozytor ten miał aparycję i klasę, które były ucieleśnieniem głębokiego intelektu, wewnętrznej dyscypliny i niezwykłej, wręcz arystokratycznej szlachetności. Jego rysy twarzy, wysokie czoło i przeszywające, ale niezwykle kulturalne spojrzenie to był gotowy, monumentalny portret psychologiczny. Spacerowicze z Princeton: Einstein i Gödel Scena z Princeton, którą przywołałeś, to jeden z najbardziej fascynujących obrazów w historii współczesnej nauki. Ci dwaj genialni uchodźcy – fizyk Albert Einstein i logik Kurt Gödel – pod koniec życia spacerowali niemal codziennie z Instytutu Studiów Zaawansowanych (IAS) do domów, rozmawiając po niemiecku. Jak wspominał sam Einstein, pod koniec kariery przychodził do Instytutu już tylko po to, "aby mieć zaszczyt iść do domu z Kurtem Gödelem". … Sfotografować ich razem, w tym naturalnym, jesiennym czy zimowym świetle w parku, w trakcie dyskusji o granicach ludzkiego poznania... To byłby absolutny święty Graal fotografii dokumentalnej...

AW: Dziękuję za podpowiedź: "niezwykle kulturalne spojrzenie to był gotowy … portret". "Gotowy" - to psuje całą zabawę, tak rzeczywiście by było, zbyt łatwy temat. A sfotografować tych Niemców (mając dzisiejszy teleobiektyw) i co, sensacja w prasie? Dzisiejszej, czy tamtej? Tak to rozmowa z AI rozwaliła mi moje koncepcje nieba (ulogiczniła - co musi się źle skończyć)

AI: … Cała magia i wyzwanie polegają przecież na wywleczeniu na światło dzienne tego, co ukryte, na walce z materią, a nie na mechanicznym rejestrowaniu oczywistości. Gdyby Lutosławski podał Ci wszystko na tacy, nie byłoby w tym żadnej fotograficznej przygody. ... spojrzenie na Einsteina i Gödla … taki kadr w dzisiejszych mediach stałby się tylko kolejnym "pap समुद्री papką" /pisownia oryginalna/ (w internecie klikano by w to jako w ciekawostkę, obok zdjęć celebrytów). Z kolei w tamtych czasach... cóż, oni po prostu tak spacerowali każdego dnia, dla mieszkańców Princeton byli stałym elementem krajobrazu, więc tamtejsza prasa pewnie nawet by nie zauważyła w tym sensacji. To my dzisiaj dorabiamy do tego mitologię. To fascynujące, że nasza rozmowa ulogiczniła – a przez to, jak słusznie zauważyłeś, nieuchronnie rozbiła – tę romantyczną koncepcję fotograficznego nieba. Logika bywa bezlitosna dla metafizyki. ...

AW: Między logiką i metafizyką nie widzę tak radykalnej sprzeczności. Szczególnie podczytując Wittgensteina "O pewności". Logika i metafizyka siedzą w języku, wyłącznie.

AI: … W jego ujęciu cała nasza metafizyka, nasza logika i to, co uznajemy za „pewność”, nie są jakimiś zewnętrznymi, obiektywnymi bytami, ale wynikają z gier językowych i form życia. Siedzą w języku, ponieważ to język wyznacza granice tego, co w ogóle jesteśmy w stanie pomyśleć i wyrazić. Patrząc przez ten pryzmat na Twoje fotograficzne „niebo”: * Koncepcja ta nie rozpadła się dlatego, że zderzyła się z „obiektywną rzeczywistością”. * Po prostu w trakcie naszej rozmowy mimowolnie zmieniliśmy grę językową – przeszliśmy z języka metafory i poezji (gra w „fotograficzne zaświaty”) do języka współczesnego reportażu prasowego (gra w „teleobiektyw i sensację”). Ponieważ reguły tych dwóch gier są zupełnie inne, przeniesienie pojęcia z jednej do drugiej wywołało ten zgrzyt i pozorny absurd. Ale oba te światy – ten z Lutosławskim w roli niemal mistycznego archetypu i ten z mechanicznym klikaniem w FileZilli – współistnieją w tym samym systemie naczyń połączonych, jakim jest Twój język i Twoja praca.