Limeryki Tomasza G.                              Home


Sierpień 2017

 

Żaby itp.*

* - skrót „itp.” należy tu rozumieć dosłownie, gdyż żaby (Ranidae) są tylko jedną z ponad 50 rodzin płazów bezogonowych, zaś osobniki z niemal wszystkich rodzin tych płazów (m.in. kumaków, rzekotek, ropuch) nazywa się potocznie żabami dlatego, że są one bardzo do żab podobne

 

Wzdłuż „Zakopianki”*, koło Rabki**
Mnoży się w rowie gatunek żabki
Co, obciążony spalin ołowiem,
Na skórze wokół zmrużonych powiek
Już od kijanki kurze ma łapki

*,** - „Zakopianka”, łącząca Zakopane z Krakowem, ma od dziesięcioleci opinię jednej z najbardziej zakorkowanych dróg w Polsce. M.in. dzięki temu, nie ma co liczyć na powierzenie Polsce zorganizowania zimowych igrzysk olimpijskich w Zakopanem (plus), ale z tego samego powodu, mieszkając przy Zakopiance nie ma co liczyć na świeże powietrze (minus). 1-2 km od Zakopianki leży Rabka, która w czasach dzieciństwa Autora słynęła jako miejsce leczenia dzieci z chorób dróg oddechowych. Trzeba dodać, że w tamtych czasach Zakopianka była drożna, a nawet w oczach autora uchodziła za powód do dumy narodowej

 

Stara ropucha z Astrachania
Czując ból brzucha od kucania*,
Rzuca się rozprostować kości,
Po czym, już w miejscu lądowania,
Kuca, bo w płucach ma duszności**…

*,** - komfort życia ropuchy (i w ogóle żaby) zależy od stosunku dwóch czasów: t bbbpk (gdzie „t” oznacza czas, zaś symbol „bbbpk” oznacza „bez bólu brzucha po kucnięciu”) oraz t dwppw (gdzie „dwppw” oznacza „duszności w płucach po wylądowaniu”). U młodej żaby t bbbpk >> t dwppw (gdzie symbol „>>” oznacza „znacznie dłuższy”), ale wraz z wiekiem żaby t bbbpk robi się coraz krótszy, zaś t dwppw - coraz dłuższy. Kiedy t dwppw zbliża się do t bbbpk, żaba prawie nie ma życia (gdyż zarówno lecąc jak i odczuwając duszności, nie może np. zdobywać pokarmu), a przecięcie się wykresów t dwppw i t bbbpk oznacza definitywny kres egzystencji tego zwierzęcia***.

*** - ww. problematykę dostrzegł jakościowo już prof. B. G.****, ale powyższy opis matematyczny publikowany jest po raz pierwszy

**** - Baltazar Gąbka „Życie latających żab. Rozdział 5: Międzylądowanie - mus czy rozrywka?”, Kraków, Oficyna „Podwawelska” (rok wydania nieokreślony)

 

Jak żaba-kumak, pod Rawiczem,
Dialog liryczny ma z królewiczem,
To on jej prawi „cium cium” słodziutkie,
A ona kuma li tylko skutkiem,
Atawistycznych przejęzyczeń*

* - bez kumentarza (ang. „no cumments”)

 

Na słocie, w pobliżu Kokotka*,
Nurzała się w błocie rzekotka,
A bociek, nim wyjął ją z błota,
Kawałki jej głodne klekotał,
Że słodszej** to w życiu nie spotkał!

*,** - por: A. Brillat-Savarin „Les gouts des grenouilles d’Europe. Les plus grandes regions degustatives. Section 17.3.7: Marais de Cocotecq” (pol. “Smaki żab europejskich. Najważniejsze regiony degustacyjne. Rozdział 17.3.7: Błota Kokotka”), Paris, 1820

 


Koniec lipca 2017

 

Ryby słodkowodne k/Warszawy

 

Od autora
Z początkiem lipca br. moja żona wraz ze znajomymi (państwem T.) jechała autem do Otwocka. Trasa Poznań – Otwock jest prosta: autostradą A2 do Warszawy, w Warszawie przez Wisłę, a stamtąd już rzut kamieniem. Ale - tego dnia w Warszawie gościła para prezydencka zaprzyjaźnionego państwa (inni państwo T.) i kierujący samochodem pan T. (znajomy żony) postanowił ominąć Warszawę od południa. Zjechali więc z autostrady w Wiskitkach (o Wiskitkach pisałem w cyklu limeryków w grudniu 2014r) i potem długo jechali przez miejscowości o ciekawych nazwach, m.in. przez Many, Piskórkę i Prace Duże. Po owej eskapadzie, pan T. rzucił pomysł wykorzystania tych nazw w moich limerykach. Zgodziłem się skwapliwie, z zastrzeżeniem, że podmiotami będą ryby, gdyż mam je ostatnio na tapecie. No i popłynęło…

 

Brzana
Czuje się brzana, w stawie w Manach,
Z duszą i ciałem sponiewierana,
Bo wprawdzie łowią ją wędkarze,
Lecz, nie stanowiąc szczytu ich marzeń,
Co rusz na powrót w staw jest wrzucana

 

Piskorze
W jeziorze w pobliżu Piskórki,
Piskorze zbijają się w czwórki,
Gdyż liny raczyły tam orzec,
Że nawet najgrubsze piskorze,
Przy linach są cienkie jak sznurki

 

Ryby wszystkich sortów
W czas burzy, w wiosce Prace Duże,
Od ryb uliczne wrą kałuże…
I nie zadawaj pytań rybie,
W jakim w kałuży pływa trybie?
Bo ryba spacer ma w naturze!

 

Posłowie
Powyższe limeryki są ułożone w kolejności powstawania, a ostatni z nich powstał nad ranem 25 lipca, gdy autor zdał sobie sprawę, że świetnym rymem do słowa „prace” jest „spacer”, zaś ostatnio spacery okazały się być pracą bardzo pożyteczną. I tak – z pełną świadomością autora – powstał utwór mający odniesienie polityczne.

Po zapisaniu tegoż utworu pod limerykiem „Piskorze”, autor ze zgrozą zauważył, że i ten limeryk (przez podobieństwo nazw miejscowości, rodzaju ryby i ugrupowania obecnie rządzącego) mógłby być skojarzony politycznie, a nawet odebrany jako brzydki paszkwil. W tym miejscu autor solennie zapewnia, że gdy pisał limeryk o piskorzach , skojarzenie polityczne ani mu przez myśl nie przeszło! Zapewne wielu w tym miejscu powie: „Nie do wiary”, ale taka jest prawda. W każdym razie, osoby ewentualnie urażone limerykiem o piskorzach autor z góry przeprasza i oświadcza, że urażenie nim kogokolwiek nie było jego zamiarem.

Natomiast osób ewentualnie urażonych utworem „Ryby wszystkich sortów” autor przepraszać nie zamierza.


Lipiec 2017

 

Ryby słodkowodne – cztery limeryki ułożone z biegiem Wisły

 

Karaś i szczupak
Był taki karaś pod grodem Kraka,
Który, zgrywając przodem szczupaka,
Ku drobnym rybkom rzucał się w złości,
Zaś przed szczupakiem z krwi i kości*
Wrzucał na szybko wsteczny bieg raka

* – jeśli ktoś uważa, że w tym miejscu winno być „z krwi i ości”, to niech mu będzie

 

Lin
Wiślany lin, tuż pod Modlinem,
Gdy go koryto mdłym nudzi płynem,
Może w nurt Narwi wychynąć z Wisły,
By się odczynem wód w Zegrzu skisłych*,
Obudzić jak porannym klinem**

*,** – ściśle rzecz biorąc, tzw. woda spod ogórków to nie to samo co tzw. klin (ten ostatni to po prostu dawka alkoholu znacznie mniejsza niż wczoraj), ale oba środki pomagają na kaca podobno równie skutecznie

 

Sandacz
Płacze pani sandaczowa w Wiśle pod Toruniem*,
Bo pan sandacz, po namyśle, kurs wziął na Rumunię,
A gdy wrócił, spod Włocławka, w bardzo złym humorze,
Krótko rzucił, że przeskoczyć o bądź jakiej porze,
Wszystko może, acz w zaporze to muru nie!

* – oczytany Polak powinien w tym miejscu skojarzyć, że gdzieś już widział podobną frazę (vide: J. Tuwim „Spóźniony słowik”)

 

Leszcz w czterech smakach plus*
Ze słodkiej wody, w morze pod Wrzeszczem,
Spłynął niebacznie leszcz z kwaśnym deszczem,
I dziś, zwarzony przez wody słone,
Razi niesmacznie sztywnym ogonem,
I jeszcze gorzkim oczu wytrzeszczem

* – modne ostatnio słowo „plus”, dotyczy tutaj dopełnienia czterech smaków przez niesmak

 

Słownik nazw geograficznych (w kolejności ich użycia w limerykach)

Kraków – miasto założone przez legendarnego Kraka, który na dodatek spłodził córkę Wandę, pierwszą Polkę, która pokazała jak stawić czoła tzw. opcji niemieckiej (i w tym celu się zabiła), oraz synów Kraka II i Lecha II, z których jeden podstępnie zabił drugiego, zabiwszy uprzednio lub następnie (dokładnie nie wiadomo) wawelskiego smoka (choć inna legenda głosi, że smoka zabił pochodzący z gminu szewczyk). Krak jest jedną z sześciu postaci, jakie doczekały się usypania w Krakowie kopca na swoją cześć (z tym, że słowa „doczekał” nie należy tu rozumieć dosłownie).

Modlin – do 1952r osada przy ujściu Bugonarwi (rzeki powstałej z połączenia Bugu i Narwi) do Wisły, ok. 15 km od granic współczesnej Warszawy. Dzisiaj, na terenie dawnego Modlina istnieją dwa osiedla: Modlin Stary i Twierdza Modlin, będące częściami Nowego Dworu Mazowieckiego. Również dzisiaj, dawną Bugonarew nazywa się Narwią, gdyż w 1963r w związku z powstaniem Zalewu Zegrzyńskiego ustalono, iż zasilające go Bug i Narew nie łączą się na zasadzie równouprawnienia, lecz że Bug wpada do Narwi. Za to między Bugonarwią (obecnie Narwią) a Wisłą równouprawnienia nie było nigdy, bo Wiśle, jako królowej polskich rzek nie wypada wpadać do niczego poza morzem. Natomiast pod względem czystości, wody Bugonarwi (czy też Narwi) przeważnie wypadały lepiej od wiślanych, choć po utworzeniu Zalewu Zegrzyńskiego same wpadły w stan lekkiego skiśnięcia.

Toruń – czwarte co do wielkości miasto położone nad Wisłą, jeżeli liczyć Gdańsk, przez teren którego Wisła de facto przestała płynąć w XIX wieku, i dziś jej dawne gdańskie koryta (tzw. Martwa Wisła) od dopływu wód wiślanych są odcięte. Sam Toruń sławny jest jako miejsce urodzenia Mikołaja Kopernika, miejsce produkcji smacznego piernika, a w ostatnich dekadach głównie jako miejsce pracy T. Rydzyka, z powodu którego liczba aut przejeżdżających trasę Toruń-Warszawa w mniej niż dwie godziny, mocno ostatnio wzrosła (i zwykłym kierowcom radzę tam wzmożoną ostrożność). Ok. 40 km od Torunia w górę Wisły leży Włocławek, gdzie istnieje jedyna zapora w dolnym biegu tej rzeki. Rumunia leży znacznie-znacznie dalej, i na dzień dzisiejszy dotarcie do niej drogą śródlądową wymagałoby przeskoczenia z któregoś z południowych dopływów Wisły do któregoś z północnych dopływów Dunaju. Ale obranie w kursie na Rumunię kierunku „wpierw Wisłą w górę, a potem się zobaczy”, autora limeryków specjalnie nie szokuje, zwłaszcza że kurs ten zgodny jest z wymyśloną w Warszawie (i/lub w Toruniu) ideą tzw. międzymorza.

Wrzeszcz – dzielnica Gdańska, której nazwa jest jedną z zaledwie trzech nazw geograficznych (Wrzeszcz, Kleszcze, Brzeszcze) rymujących się z leszczem, i jedyną dotyczącą lokalizacji nad morzem, czyli tam gdzie woda jest dla leszcza za słona. Nawiasem mówiąc, woda w nieodległej Zatoce Puckiej, autorowi limeryków kojarzy się z zupą. A za słona zupa, to dopiero jest nieszczęście!


Czerwiec 2017

 

Ryby słodkowodne – kwadry- (z możliwością przejścia w poli-) -ptyk limeryków, wzbogacony ilustracją, przypisami oraz skorowidzem nazw geograficznych

 

Karp
Karp ze stawu rybnego spod Pułtuska
Wymuskany w wód falach oraz pluskach
Unikając damskich ciał w czasie tarła,
By mu łuska – jak się bał – się nie starła,
Wszystkim z dala głodnego słał całuska*

* – patrz Rys. 1.

 

Sum*
Podobno, w jeziorze pod Konstanz,
Sum umie własnego zjeść wąsa,
I może, rzecz trawiąc w rozumie,
Sam orzec, że w sumie: na sumie
Plus w sumie, wciąż wąsów ma constans**

* – por***.: Jan Brzechwa - „Sum-matematyk”
** – constans – wielkość stała (niezmienna w czasie)
*** – osoby, które w tym miejscu zrozumiały, iż Jan Brzechwa był trzygwiazdkowym porucznikiem, odsyłam do odnośnika do posłowia cyklu limeryków pt. „Orły”

 

Płotki
Gromada okoni w Bachotku,
Masowo objada się płotką,
Więc jeśli tam złowić sześć płotek,
To w szóstce tej zero sierotek,
Wypada jak sześć w totolotku*

* – obliczenie prawdopodobieństwa trafienia szóstki w totolotka jest łatwiejsze, jeśli wyobrazić sobie zadanie odwrotne: takie, że maszyna losująca ma wyłowić (spośród kulek ponumerowanych liczbami od 1 do 49) sześć kulek o numerach takich jakie wcześniej zaznaczyliśmy na kuponie. Oczywiście, prawdopodobieństwo że pierwszy losowany numer będzie jednym z sześciu przez nas zaznaczonych, wynosi 6/49. Drugą kulkę, maszyna wyławia już tylko spośród 48-miu, wśród których jest tylko 5 pasujących nam do kuponu, tak więc prawdopodobieństwo, że wynik drugiego łowienia również nas ucieszy, wynosi 5/48. I tak dalej … . Rzecz jasna (jeśli już pięć wylosowanych numerów zgadza się z naszym kuponem), prawdopodobieństwo przeżycia szóstego szczęścia to zaledwie 1/44. Widać, że główna wygrana w totolotka to pasmo sześciu sukcesów (w którym każdy kolejny jest wyraźnie coraz mniej prawdopodobny), a prawdopodobieństwo wygranej wynosi 6/49 x 5/48 x 4/47 x 3/46 x 2/45 x 1/44 czyli ok. 1 do 14 milionów.
Łowiąc płotki, mamy przeważnie do czynienia z liczbą osobników znacznie większą niż 49. Jeśli niektóre z nich nie są sierotkami, prawdopodobieństwo że pierwsza złowiona (losowo) płotka nie jest sierotką, jest ilorazem liczby nie-sierotek przez liczbę wszystkich dostępnych płotek. Różnica w stosunku do totolotka jest taka, że wyłowienie jednej płotki (spośród wielkiej ich liczby) niemal nie zmienia ilorazu liczby pozostałych nie-sierotek przez liczbę pozostałych płotek – przeto prawdopodobieństwo każdego kolejnego sukcesu (złowienia nie-sierotki) jest niemal takie samo. Sytuacja jest więc inna niż w totolotku – no chyba że w jeziorze (wskutek działania okoni) jest dokładnie tylko 49 płotek i że dokładnie 6 z nich nie jest sierotkami. Wtedy to jest dokładnie jak w totolotku, … choć też niekoniecznie, jeżeli wyłowienie jakiejś płotki spowoduje zwiększenie liczby sierotek w wodzie. W tym miejscu powiedzmy sobie, że definicja sierotki zbyt ścisła nie jest i że dyskusja tego tematu byłaby zbyt długa. Chyba, że sierotką nazwiemy po prostu taką płotkę, która dała się złowić – wtenczas nie ma dyskusji. Ale nie ma też wygranej…

P.S. To, że w dawnych czasach wygrywające numerki totolotka losowała tzw. sierotka (jako reprezentantka osób niezainteresowanych wynikiem losowania), z historią z ww. limeryku nie ma żadnego związku

 

Pstrąg
W czarnych snach pstrąga w Morskim Oku,
Ludzka go rzeka zgniata wpół z boków*,
I trza uciekać - wspinaczką wpław -
Gdzie końcem świata jest Czarny Staw,
Lub w dół Rybiego zmiatać Potoku…

* – „zgniatanie wpół z boków” trudno sobie wyobrazić, i właśnie w tym się zasadza koszmarność czarnych snów

 

Rys. 1. Karp ślący głodnego całuska

Skorowidz nazw geograficznych (w kolejności ich użycia w limerykach)

Pułtusk – miasto w woj. mazowieckim, kilkadziesiąt km na pn.-wsch. od Warszawy. To stąd się wywodził Stanisław Anioł, grany przez Romana Wilhelmiego gospodarz bloku w kultowym już serialu „Alternatywy 4”. Również z Pułtuska pochodziła tzw. „konserwa pułtuska”, popularna w PRL konserwa mięsna, mająca nienajlepszą opinię wśród ogółu społeczeństwa, natomiast bardzo smakująca autorowi limeryków (wówczas, kiedy jeszcze była dostępna, a autor jeszcze był młody). Donalda Tuska natomiast, z Pułtuskiem wiąże jedynie pół nazwy miasta.

Konstanz – miasto w pd. Niemczech (przy granicy ze Szwajcarią), nad jeziorem Bodeńskim (niem.: „Bodensee”, ang.:„Lake of Konstanz”) do którego dostęp, prócz Niemców i Szwajcarów, mają jeszcze Austriacy. A ponieważ te akurat nacje uchodzą za szczególnie solidne i dokładne, można by pomyśleć że wszystkie sumy w Bodensee są dokładnie policzone.

Bachotek – jezioro w pow. brodnickim. kilkadziesiąt km na pn- wsch. od Torunia. Wokół jeziora, w lesie sosnowym położone są liczne ośrodki wypoczynkowe, tak dobrze poogradzane, że dookoła jeziora można trenować bieg przez płotki.

Morskie Oko – jezioro w Tatrach , do którego prowadzi deptak niemal tak zatłoczony jak sławny sopocki „Monciak”, za to znacznie od niego dłuższy i zupełnie pozbawiony sklepów. Atrakcją deptaka do M.O. (=Morskiego Oka) są widoki gór wyraźnie wyższych niż budynki przy Monciaku (istotne dla spacerowiczów wyraźnie niższych od większości tłumu), powiewy górskiego powietrza (o ile nie zdecydowałeś się na jazdę wozem ciągniętym przez konie) i w końcu widok wielkiej niezaludnionej płaszczyzny jeziora, którą w dodatku można obejść naokoło. M.O. jest jednym z nielicznych jezior tatrzańskich, w którym naturalnie żyją pstrągi (niektóre inne tamtejsze jeziora zostały zarybione przez człowieka), i jedynym, w którym - w sezonie turystycznym - żyją one w całkowitym okrążeniu. Autor limeryków był ostatnio nad M.O. jeszcze w czasach PRLu, i kolejnych odwiedzin M.O. już nie planuje.

Czarny Staw – jezioro położone za Morskim Okiem (patrząc z perspektywy polsko-centrycznej) i ok. 200 m ponad nim, dzięki czemu z rzeki ludzi dochodzących do M.O., nad C.S. (=Czarny Staw) dociera ich jedynie potok. Natomiast potok wody spływający z C.S. do M.O., mogący teoretycznie stanowić ścieżkę dla pstrągów, w kierunku „pod prąd” jest drogą wspinaczkowo skrajnie trudną, a w C.S. pstrągów nie ma. Dobrzy ludzie (już w XIX wieku) próbowali przeto zarybiać C.S. pstrągami z M.O., ale próby kończyły się dla ludzi niepowodzeniem, zaś dla wpuszczonych tam pstrągów – śmiercią głodową. Cóż: warunki do życia w Czarnym Stawie trafnie opisał Wincenty Pol (dziewiętnastowieczny polski poeta i geograf): „Nie darmo tak go nazwano, jest to kraina śmierci”. Tak więc dla pstrąga z Morskiego Oka, perspektywa przeprowadzki do Czarnego Stawu bynajmniej nie jest różowa.

Rybi Potok – potok wypływający z Morskiego Oka i płynący w dolinie mniej więcej równoległej do zdeptanej drogi nad Morskie Oko. Dolina Rybiego Potoku jest ścisłym rezerwatem przyrody, i ryby nie są tam niepokojone przez ludzi. Ale być może, niektóre z pstrągów wychowanych w szerokim i stojącym Morskim Oku, w wąskim i wartkim Rybim Potoku czułyby się paskudnie? Tak przynajmniej jest z ludźmi: przeciętny człowiek to zwierzę stadne, ale są tacy, którzy nie znoszą potoku ludzi. Jeśli ludzie są różni, to pstrągi może też? Nie wiem…


Maj 2017

 

Filmowcy z Poznania – trzy limeryki, czyli po jednym na każdego

- reminiscencje z nagrania zrealizowanego w moim domu przez super-ekipę Studia Filmowego UAM* w dniu 08.10.2016

Gwiazda studia filmowego z Poznania,
Nim mnie w szczerych nakręciła wyznaniach,
Pieszcząc pudrem fachowym,
Refleks zmiotła mi z głowy,
Bym żadnego jej nie odbił pytania…


Kamerzysta od filmowców z Poznania,
Dawał koncert obiektywów zmieniania,
Będąc przy tym łaskawy,
W post od pierwszej wejść kawy,
Nie znoszącej w niej statywów maczania…


Trzeci z grupy filmującej z Poznania,
Człowiek-Sony, dusza dźwięków nagrania,
Grzecznie się nie obruszał,
Jak obrywał po uszach,
Od mojego w mikrofony kaszlania…

* – Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, moja uczelnia od 2001r


Kwiecień 2017

 

Orły, żywioł czwarty - uzupełnienie tryptyku

Przedmowa

Poniższy utwór stanowi uzupełnienie powstałej niedawno serii limeryków pt. „Orły – tryptyk z trzema środowiskami”. Jak pisałem w posłowiu do w/w serii, powstała ona z przyjacielskiej inspiracji K.R., a już po jej opublikowaniu, tenże K.R. stwierdził, iż ptak tak godny jak orzeł „ …zasługuje na to by panować nad czterema, a nie tylko trzema żywiołami”. Aby wyjaśnić, o co chodzi, przypomnę, że trzy limeryki o orłach nosiły podtytuły „Powietrze”, „Woda” i „Ziemia”, zaś starożytni filozofowie greccy (zwłaszcza Empedokles - V w. p.n.e.) twierdzili, że cały świat materialny składa się z czterech podstawowych elementów (powietrza, wody, ziemi i ognia) zwanych pierwiastkami lub żywiołami.

Koncepcja K.R., by powietrze, wodę i ziemię z mojego tryptyku potraktować nie fizycznie jak środowiska, lecz filozoficznie jak żywioły, zabrzmiała tak kusząco (filozofia to w końcu nauka z niebotycznie najwyższej półki), że poddałem się jej z entuzjazmem. I z owego poddania zrodził się poniższy utwór.

Muszę dodać, że utwór pt „Ogień” nie jest klasycznym limerykiem, gdyż ostatni wers nie rymuje się z wersami 1- 2, lecz z 3-4. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że: a) artysta nie musi pisać jak pod sznurek; b) ogień wydaje się żywiołem jednak jakby trochę innym od pozostałych trzech (podobnie, czwarty wymiar czasoprzestrzeni (czyli czas) jest jakby trochę inny od jej trzech wymiarów przestrzennych).

Ogień

Jest taki orzeł w Stoczku lubelskim*,
Co zionie ogniem jak smok wawelski,
Więc ciąg ma w locie osłabiony,
Aż mu przy płocie radzą wrony,
By zionął może z przeciwnej strony?...

* – miejscowość „Stoczek Lubelski” nie istnieje. Jest miasto „Stoczek Łukowski” w województwie lubelskim, zaś wsi „Stoczek”, według Wikipedii, Polska liczy dziesięć, w tym w województwie lubelskim aż trzy. Stoczek z powyższego utworu jest właśnie jedną z owych trzech wsi, a wyraz „lubelski” w pierwszym wersie, jest pospolitym przymiotnikiem i został napisany z małej litery całkiem świadomie


Orły – tryptyk z trzema środowiskami

Powietrze
Pod Poznaniem, w miejscowości Koziegłowy*,
Lotne orły zawracanie** miały*** głowy
I na niebie wyglądały jak na godle,
Gdyż sprzed siebie dostawały z buta w oddech,
Od wonności wód brutalnie nie zdrojowych

* – Koziegłowy: miejscowość 5 km na północ od Poznania, w okolicy znana z oczyszczalni ścieków aglomeracji poznańskiej

** – układ kierunków w w/w sytuacji przedstawiono na rys. 1

*** – czas przeszły jest tu jak najbardziej na miejscu, gdyż w 2015r osadniki w/w oczyszczalni przykryto szczelnymi kopułami

 

Woda
Jak wrosło orłu znad Garonny*,
Coś na kształt błony pomiędzy szpony,
To stał się opływowy
Stricte od stóp do głowy,
Bo dziób, jak wiosło, już miał spłaszczony

* – Garonna – jedna z najdłuższych rzek we Francji

 

Ziemia
Nie fruwa już nad Orlą Percią*,
Orzeł co ćwierka piersi ćwiercią
Przez dziób zapchany trocinami,
Od kiedy świerka z kornikami,
Nakłuwa dlań skumany dzięcioł

* – Orla Perć – najtrudniejszy szlak turystyczny w Tatrach, poprowadzony granią między przełęczami Zawrat i Krzyżne

 

Rys. 1. Orzeł nad Koziegłowami (stan sprzed 2015r)

Posłowie*

Po opublikowaniu poprzedniej serii limeryków, pt. „Jaskółki”, mój krakowski przyjaciel (K.R.) zauważył, że „czas chyba na orły…”. I to z jego inspiracji powstał obecny tryptyk.

Jednocześnie, mąż (D.Ż.) mojej szwagierki (= szwagier mojej żony) dał mi znać, że w opinii jego żony (= mojej szwagierki = siostry mojej żony) swoje limeryki obudowuję komentarzami chyba głównie dlatego, iż mąż szwagierki (czyli w/w D.Ż.) uwielbia je komentować (przeważnie z krytycznym dowcipem). Nieco tym zrażony, najnowsze limeryki uzupełniłem jedynie niezbędnymi informacjami, mającymi formę raczej przypisów niż komentarzy. Ale ponieważ uwielbiam pisać coś więcej niż teksty limeryków, postanowiłem napisać niniejsze posłowie

Autor

 

* – ewentualnemu czytelnikowi zastanawiającemu się, których posłów miałby dotyczyć poniższy (czy też powyższy – zależy jak patrzeć) tekst, proponowałbym zrezygnowanie z czytania Limeryków Tomka i zajęcie się czymś innym


Marzec 2017

 

Jaskółki – limeryki z przypisami mini i maxi

Była jaskółka we wsi Potok
Która, czystości grzesząc cnotą,
Gniazdko czyściła na tip-top,
I nie znosiła*, kiedy chłop
Znosił jej do mieszkania błoto

* – nic więc dziwnego, że żyła bezdzietnie …

 

Garbata jaskółka w Lidzbarku,
Na oślep latała po parku
(by nie kłuć rogówek muchami),
Zaś lata czołówek z drzewami,
Wyniośle dźwigała na karku*

* – utwór dotyka kwestii tzw. strefy zgniotu, która w pojazdach samochodowych, w przypadku zderzeń (prawdopodobnych zwłaszcza przy jeździe na oślep) wydłuża czas wytracania prędkości przez ciało pasażera, a przez to minimalizuje wartość przyspieszenia i spowodowane nim obrażenia. Strefa zgniotu z przodu samochodu (działająca przy zderzeniach czołowych) dobrze uwidacznia się na rysunku do wcześniej opublikowanego cyklu limeryków „Sowy”. Natomiast u jaskółki z powyższego utworu strefa zgniotu istnieje z tyłu głowy, z tym że dzięki elastyczności materiału, trwałe odkształcenie po jednej czołówce może być minimalne. Ale negatywne efekty w tyle głowy się kumulują, i ptaszek z latami czołówek na karku, jest po prostu garbaty (Rys. 1)

Uwaga: stały czytelnik Limeryków Tomka może spostrzec, że w ostatnich cyklach utworów (Jaskółki, Sowy, Motyle, Bielinki) autor regularnie powraca do tematu zderzeń, co mogłoby sugerować jakąś obsesję. No cóż… odpowiem, że cykle te dotyczą stworzeń latających, żyjących w świecie wielkich prędkości (w przypadku motyli chodzi o prędkość ruchu skrzydełek), w którym trudno uciec od tego tematu. Nie mogąc uciec, uciekam się jak mogę do urozmaicania okoliczności i obiektów zderzeń. I mogę zadeklarować, że temat zderzeń zniknie jak tylko zejdziemy na ziemię (z podmiotami limeryków oczywiście)

 

Kiedy jaskółki z Białawody,
Zwiedzały niebo na znak pogody,
Jedną na ziemi trzymał strach,
I zasiedziały pod dachem gach,
Aż dostawała po dwakroć młodych*…

* – … równoważąc w pewnym stopniu bezdzietność jaskółki ze wsi Potok

 

Mała jaskółka, przy niżu pod Wrzeszczem,
Kreśliła kółka w powietrzu przed deszczem,
A ociężała na strawie z much,
Jeszcze zważała, ważąc za dwóch*,
By w wyższej trawie nie wpaść gdzieś w kleszcze

* – po wpisaniu w wyszukiwarkę Google hasła „zjeść tyle, ile sama waży” (w domyśle – w ciągu jednego dnia), wyskakują nam głównie odnośniki do informacji o sikorkach bogatkach (nie wiem dlaczego o innych sikorkach nie), a o jaskółkach i jerzykach też co nieco. Oczywiście, gdyby tak żarłoczny ptaszek w ogóle przy tym nie tracił masy (przez wydzielanie, wydalanie itp.) po 10 dniach diety doszedł by do wagi małego człowieka, co jest nonsensem. Trzeba więc zdać sobie sprawę z tego, że aby jedząc tak obficie utrzymać się w formie, ptaszek musi (w ciągu jednego dnia) tracić tyle masy ile sam waży! Ale o tym już się nie mówi (ciekawe, że po wpisaniu hasła „tracić na wadze tyle, ile sama waży”, Google nie kieruje nas do żadnych ptaszków lecz do prawa Archimedesa…, więc na zupełnie inne tory). Być może nie mówi się dlatego, że aby zjeść tak dużo, ptaszek musi się mocno postarać, zaś tracenie masy przychodzi mu samo z siebie...? Co innego człowiek w krajach zasobnych, któremu tracenie ciała przychodzi z większą trudnością niż go nabieranie, i któremu media nie reklamują już jedzenia lecz preparaty odchudzające. Ot – cywilizacja!

 

Parze jaskółek, w gniazdko przy Tamce*,
Los zesłał jajo z plamką przy plamce,
I już ćwierkają wróble na bruku,
Że z jaja wyjdzie jakieś „a kuku”,
Bo te jaskółki to oba samce!

* – Tamka to ulica w centrum Warszawy, między Krakowskim Przedmieściem a Powiślem. Ten kontekst wskazuje, że w/w jaskółki (jak i wróble) były zdecydowanie miastowe.

 

Rys. 1. Jaskółka zwykła (z lewej) i garbata (z prawej)


Luty 2017

 

Sowy – limeryki z nazwami klejów

 

Wikol

Hen pod dąbrową za miastem Gdów,
Zaszła czołowo kraksa dwóch sów*,
Bo smog** był gęsty tam jak wikol***,
A w kruczy mrok choć oko wykol,
Bezksiężycowo wpisał się nów

* – sowa jest tym szczególnym obiektem, który w locie już przed kraksą wygląda tak jak po (por. Rys. 1)

** – przeciętny czytelnik stwierdzi zapewne, że ponieważ smog jest utrapieniem miast, to historia opisana w limeryku kupy się nie trzyma. Autor odpowiada, że będzie tu trzymał się zdania obecnego ministra środowiska, który 13.01.2017 oświadczył, iż przyczyną smogu jest również zapylenie naturalne pochodzące z gleby i drzew. I kropka

*** – wikol to rodzaj kleju (o kolorze i konsystencji śmietany), nadającego się m.in. do klejenia drewna

 

Uhu*

Niemrawy puchacz opodal Mszany,
Co puchał** „uhu”***, like in Germany****,
Żył zahukany przez młode sowy,
Póki nie trafił, w zgodzie z gajowym,
Na głuchą ścianę sianem wypchany*****

* – „Uhu” to niemiecka nazwa gatunkowa puchacza. UHU to także popularny niemiecki klej uniwersalny (tzw. UHU Alleskleber), wynaleziony w 1932r przez farmaceutę Augusta Fischera i nazwany imieniem tego akurat ptaka

** – por.: „… wrona gdzieniegdzie kracze, i puchają puchacze…” (fragment ballady Adama Mickiewicza pt. „Lilije”)

*** – zapisanie głosu puchacza w formie literowej nie jest łatwe i jednoznaczne. Według polskiej Wikipedii, brzmi on jak „pu-hu” lub „phuoo”, co oczywiście tłumaczy nazwę ptaka. Aby jednak nie wszystko było oczywiste, Wikipedia zaznacza, że bardziej adekwatna do głosu puchacza jest niemiecka nazwa „uhu”. Z drugiej strony, niemiecka Wikipedia podaje, że głos samca puchacza brzmi jak „buho”, zaś samicy jak „uhu”. W tym kontekście nie wiemy, czy puchacz z powyższego limeryku był niemrawy bo był niemiecką samicą i nie umiał puchać po polsku, czy może umiał po polsku ale miał jakąś wadę wymowy czyniącą go niemrawym…? Nawiasem mówiąc, określenie „Niemiec” pochodzi stąd, że w dawnych czasach, mowa ludzi przybywających na nasze ziemie z sąsiedztwa od zachodu była tu kompletnie niezrozumiała. A już dwudziestowieczne określenie „Niemra” dotyczy tych Niemców (rodzaju żeńskiego), którzy przybyli do nas w zdecydowanie złych zamiarach

**** – ang.: „jak w Niemczech” (czytaj: lajk in dżermany)

***** – podobno gajowy pierwotnie chciał wypchać puchacza kaczym puchem, ale kaczki wykręciły się sianem. Autor limeryku uważa, że dobrze się stało, bo przeładowanie puchowatością zaszkodziłoby melodii utworu

 

Kropelka*

Odczuwał puszczyk w Puszczykowie,
O zmierzchu opadanie powiek,
I jak ich po bezsennym dniu**,
Nie przemył kropelkami dżdżu,
To spać z kurami szedł jak człowiek***,****

* – „Kropelka” to mocny klej błyskawiczny, a przez to niebezpieczny. Drogi użytkowniku – nie stosuj Kropelki do oczu! Ani się nie obejrzysz i sklei ci powieki dosłownie na Amen!!

** – dzienna bezsenność puszczyka była spowodowana wysypianiem się w ciągu nocy. Zaś po nieprzespanym dniu, zmierzchowe opadanie powiek było jeszcze silniejsze, itd…

*** – Autor uważa, że chodzenie spać z kurami leży w pierwotnej naturze człowieka, a to że dziś mało który człowiek chodzi spać jak człowiek, jest tylko cywilizacyjnym wynaturzeniem

**** – smaczku tej historii dodaje fakt, że blisko Puszczykowa (pow. poznański) leży Kórnik zamieszkany głównie przez ludzi

 

Rys. 1. Sowa przed kraksą (po lewej). Samochód po kraksie (po prawej) przedstawiono dla porównania.


Styczeń 2017

 

Jeszcze o motylach – limeryki z komentarzami fizycznymi

 

Przesunięcie ku zieleni*

Motylek cytrynek z Rydzyny,
Po drinku na kwiatach rycyny**,
Jak latał na stronę***,
To wpadał w zielone****,
Choć wówczas w spoczynku był siny*****

* – tytuł utworu nawiązuje do zjawiska zwanego „przesunięciem ku czerwieni”, objawiającego się tym, że światło gwiazd oddalających się od nas (bo Wszechświat się rozszerza) widzimy nieco bardziej czerwonym niż światło gwiazdy będącej względem nas w spoczynku. Ilościowo, to przesunięcie wyraża się zmianą długości fali światła, a jego wielkość można mierzyć bardzo dokładnie bo wszystkie gwiazdy, składające się z takich samych pierwiastków, wysyłają światło o takich samych charakterystycznych długościach fal. I właśnie pomiary przesunięcia ku czerwieni pozwalają astrofizykom wyznaczać prędkości oddalających się od nas galaktyk.

** – tutaj: rącznik pospolity (łac. Ricinus communis) jest zasadniczo rośliną trującą. Ludziom znany jest głównie stąd, że z nasion rącznika wytłacza się olej rycynowy, stosowany jako skuteczny środek przeczyszczający

*** – patrz „**”

**** – zjawisko przesunięcia ku czerwieni* ma charakter uniwersalny (wytłumaczony na gruncie teorii względności) i dotyczy również odlatujących motylków. W przypadku motylka, szybkie oddalanie się na stronę powoduje, że jego kolor widziany przez obserwatora od którego motylek się oddala, różni się od koloru widzianego przez obserwatora poruszającego się równolegle z motylkiem (a więc pozostającego względem motylka w spoczynku). Konkretnie, cytrynek siny po drinku z rycyny (Rys. 1), mógłby być widoczny w kolorze wpadającym w zielony, gdyby latał na stronę odpowiednio szybko. Sytuacja jest tylko teoretyczna, gdyż wymagałaby od motylka osiągnięcia ok. 10% prędkości światła…

***** – patrz „**”

 

Fresque macabresque

Pewien cieć z Podkarpacia,
Zwalczał ćmy spodem lacia*,
I z trafionych** ciał ciem,
Miał rzucony** w swym M,
Fresk na ściennych połaciach

* – lacie (lacze, laczki) to nazwa pantofli bez napiętka, używana w Wielkopolsce, na Śląsku, Kaszubach, Warmii i Mazurach. Tak się składa, że autor limeryków większą część życia spędził w dwóch pierwszych z w/w regionów

** – w tym limeryku, z punktu widzenia fizyki mamy do czynienia z mechaniką klasyczną, a konkretnie ze zderzeniami mniej lub bardziej idealnie niesprężystymi

 

Moment bezwładności*

Prędki motylek na łące w Ścinawce,
Koniec skrzydełka na giętkiej ściął trawce,
I pojął w lot, że już by nie żył,
Gdyby się z tą prędkością zderzył**
Z sztywnym badylem***, ot choćby z dziurawcem

* – znane w fizyce pojęcie momentu bezwładności (do znalezienia w Wikipedii), z tytułem powyższego limeryku ma związek co najwyżej luźny

** – na pierwszy rzut oka wydaje się, że kontakt (w tym wypadku: motylka) z giętką trawką trudno nazwać zderzeniem. Jeśli jednak motylek jest rozpędzony, główny składnik sił na styku motylek-trawka ma źródło w bezwładności i zależy od przyspieszenia, jakiego fragment trawki (o masie m) nabywa w kontakcie z motylkiem. To przyspieszenie jest w przybliżeniu proporcjonalne do kwadratu prędkości motylka i według mojego szacunku, już przy prędkości 10m/s siła bezwładności w pierwszym momencie zderzenia może być tysiące razy większa od ciężaru przyspieszanego fragmentu trawki. To właśnie wtenczas bezwładność ma swój szczytowy moment, wyróżniony w tytule utworu

*** – zderzenia o takiej naturze opisano już w poprzednim utworze

 

Know-how

Robi rusznikarz spod Trzemuszki,
Strzelby z motylem na miejscu muszki*,
Co sam formuje się w praktyce,
O ile byle gąsienicę,
Długo na muszce trzymać za nóżki**

* – produkcja strzelb z motylem może rozszerzyć krąg osób zdolnych do noszenia broni. Konkretnie, umocowany na końcu lufy motyl (jeśli tylko zechce mu się fruwać) może ułatwiać trzymanie strzelby w pozycji strzeleckiej przez osoby o słabych i krótkich rękach. Problem jest związany z działaniem tzw. momentu siły, o czym możemy się przekonać dając długą broń do ręki małemu dziecku. Jeśli nawet uda się oprzeć stabilnie kolbę broni (Rys. 2, punkt O) o bark, to moment siły będący iloczynem ciężaru lufy i (dla dziecka: znacznej) jej odległości od punktu „O” spowoduje opadnięcie lufy ku ziemi. Natomiast siła z jaką motyl działa w punkcie „M”, ma taki sam skutek jak 4 razy większa siła, z jaką podpieralibyśmy strzelbę w punkcie „RDz” (strzelbę wprawdzie podpiera się zwykle blisko punktu „RDo”, ale dziecko tak daleko nie dosięgnie). Rzecz jasna, dawanie dzieciom broni do ręki normalnie nie mieści się w głowie - no ale czasy nie są normalne. A jednoczesny kontakt z pięknem przyrody (motyl!) i narzędziami obrony terytorialnej znacznie skraca czas potrzebny wychowaniu człowieka prawdziwie kochającego ojczysty kraj…

** – wymagany czas trzymania gąsienicy na muszce jest długi (od kilku dni do kilkunastu tygodni), więc bez pasywnych środków wiążących (nóżki do muszki) obyć się trudno. Rusznikarz używa tu nici pajęczej, karmiąc wytwarzającego ją pająka muszkami nie nadającymi się do zamontowania na strzelbach. Gąsienice dokarmia na potęgę, starając się by przynajmniej niektóre urosły do rozmiarów dających podstawę do budowy strzelb samobieżnych (na gąsienicach). Jednak jak na razie z tych starań wychodzą nici (tzn. motyle)

 

Rys. 1. U góry: widmo światła białego wraz ze skalą długości fal. U dołu od prawej: cytrynek, cytrynek wpadający w zielone oraz cytrynek siny

 

Rys. 2. Strzelba, ze wskazanymi punktami oparcia o bark (O), działania motylka (M), i podparcia ręką (RDz lub RDo). Siły przyłożone w punktach „RDz” „RDo” i” M” dają względem punktu „O” taki sam moment siły


Grudzień 2016

 

Obszarnik – limeryk z motylami i notką o zupełnie czym innym

 

Pewien obszarnik z wysp Antyle,
Grabiąc dronami złote motyle,
Chowa masowo je w obszarze
Wyspy gablotek, która w hangarze
Jeży się zagonami szpilek,

Notka o dronach

Drony do niedawna produkowano tylko do celów wojskowych. Za jedne z ich prekursorów można uważać stosowane w II wojnie światowej niemieckie V1 i V2 (tzw. „fałdrony”), z tym że w odróżnieniu od właściwych dronów, fałdrony były produktami jednorazowego użytku.

Obecnie, drony bojowe stają się coraz bardziej inteligentne. Najnowszym przejawem tego trendu jest zrezygnowanie przez wojsko polskie z zakupu potężnych i topornych „pierrededronów” (nazwa pochodzi od imienia francuskiego konstruktora tychże), na rzecz małych acz znacznie mądrzejszych maszyn produkcji rodzimej (tzw. „mondronów”).

W świecie cywili, oprócz dronów stosowanych do robienia z powietrza zdjęć przyjaciołom (z ang. „fundron”), istnieją drony do robienia zdjęć nieprzyjaciołom (np. znakomite „szpiondrony” produkcji rosyjskiej) lub zwykłym nie przyjaciołom (nazwa klasy dronów j.w.). W rolnictwie, znane są drony do odganiana ptaków (tzw. „wondrony”) czy też zwalczania owadów (tzw. „killdrony”) żerujących na uprawach. Są one jednak drogie, więc w biedniejszych gospodarstwach nadal stosuje się znacznie tańsze konstrukcje stacjonarne (strachy na wróble) czy też zupełnie bezkosztowe drony naturalne (tzw. „biedrony”). Osobną klasę wytworów techniki stanowią „bee-drony” do zastępowania pszczół w żmudnej pracy zapylania kwiatów, gdyż na razie są one mało efektywne i do zastąpienia pszczół nadają się wyłącznie od biedy.

Futuryści mogliby sobie także wyobrazić twarde jak żelazo drony do pracy na ścianach w kopalni (tzw „ Fe- drony”), jednak nawet gdyby Fe-drony miały praktyczny sens, to górnicy i tak nie wpuszczą ich na dół.

Natomiast dron do grabienia motyli to konstrukcja szczytowo subtelna, i jedyny jak dotąd model pochodzi z Niemiec (dzieło niejakiego Schmetterlinga z Greifswaldu). Takie cacka najlepiej sprzedają się w zestawach z workiem szpilek (jako tzw „Spiel-drony”), i w niemieckich marketach można je znaleźć na działach z zabawkami (niem.: „Spielzeuge”), choć z klauzulą „tylko dla dorosłych” (niem.: „Nur für Erwachsene”). W Polsce, towar ten chodzi jako „artykuł dla kolekcjonerów”.

 

Uwaga końcowa

Ewentualnemu czytelnikowi uważającemu, że autor notki plecie androny, odpowiem, iż „Andron” to zaprojektowany z końcem lat 80-tych w Zakładach Lotniczych Antonowa (ZSRR) ciężki bezzałogowy samolot transportowy, który miał działać tak jak słynny AN-124 „Rusłan”, tyle że miał być sterowany bezpośrednio z Moskwy. Ale ZSRR się rozpadł, a Rosja (do dziś sterowana z Moskwy) i Ukraina (na terenie której znajdują się Zakłady Antonowa) do porozumienia w sprawie budowy tej maszyny (jak i w wielu innych sprawach) nie doszły.

 

 

Sprostowanie do poprzedniego utworu

Po opublikowaniu cyklu „Bielinki”, przyjaciel autora (J.B.) wytknął mu błąd w przypisie (****) do limeryku pt. „Bielinek nocą”. Zdaniem J.B. (po godzinach parającego się malarstwem), ogólne nazwanie zielonego kolorem zimnym jest nadużyciem, gdyż ze wszystkich kolorów podstawowych, zielony posiada najbogatszą gamę odcieni, i wiele z nich jest ciepłych. J.B. przyznał natomiast, że kolor „zielony semaforowy” (a właśnie taki wystąpił w w/w limeryku) jest zimny faktycznie. Autor limeryków w tym miejscu przyznaje się do błędu i gorąco przeprasza swoich czytelników.

 


Bielinki* – tryptyk limeryków z indywidualnymi tytułami

* – bielinek: rodzaj motyli, z których najbardziej znanym gatunkiem jest bielinek kapustnik

 

Bielinek na krańcu świata*

Bielinek kapustnik z La Plata,
Miał linię za tłustą by latać,
I całe pół lata, piechotą,
Zapylał po kwiatach był po to,
By pyłek doustnie z nich zmiatać

* – tytuł utworu nawiązuje do cyklu reportaży telewizyjnych „Kobieta na krańcach świata” (emitowanych od 2009r przez TVN), przedstawiających indywidualne losy kobiet żyjących tam, gdzie panują obyczaje zupełnie odmienne od naszych. Nawiązanie to jest jednak luźne, gdyż w rejonie La Plata (Ameryka Pd.) bielinek kapustnik w ogóle nie jest rozpowszechniony

 

Bielinek nocą*

Ćmy przy torze kolejowym w Białym Borze**,
Na czerwonym się parzyły semaforze,
Raz zwabiły niewinnego tam bielinka,
Lecz ten zabił się na nocnym ze Szczecinka***,
Gdy w zielonym rozkojarzył się kolorze****,*****

* – tytuł utworu nawiązuje do programu reporterskiego TVP2”Telewizja nocą” (1987-1992), przedstawiającego ludzi z tzw. „marginesu” (cokolwiek to określenie znaczy)

** – Biały Bór: miejscowość na Pomorzu, przy ruchliwej drodze prowadzącej z Wielkopolski na środkowe wybrzeże. Przez wiele lat był tam fotoradar, perfidnie ustawiony przez Straż Miejską za znakiem ograniczenia prędkości uzasadnionego jedynie tym, by kosić kasę od przejeżdżających okazjonalnie (np. na wakacje) kierowców (jeżdżący tam regularnie oczywiście w tą pułapkę nie wpadali). W w/w pułapkę dał się złapać m.in. autor limeryków oraz kilka znajomych mu osób

*** – podróż pociągiem na trasie Szczecinek - Biały Bór (ok. 25 km) trwa niecałe 30 minut (kolej nie stosuje fotoradarów). Być może jeździły tam kiedyś pociągi nocne. Obecnie, najbardziej nocnym jest poranny pociąg odchodzący ze Szczecinka o 5:36 (Biały Bór – 6:03)

**** – zielony, jako tzw. kolor zimny, nie kojarzy się z parzeniem tak bardzo jak czerwony

***** - bielinki mają najczęściej skrzydełka śnieżnobiałe, w odróżnieniu od ciem ubarwionych buro lub jeszcze gorzej. Z tego powodu, zmiana koloru oświetlenia znajduje żywe odbicie na bielinkach, zaś na ćmach nie

 

Bielinek po polsku *

Gdy blady bielinek w Mołdawii,
Przepyszną** rusałkę vel pawik,
Na pasku złych aktów rozpusty,
Wyciągnął na działkę kapusty,
To wyszło, że głąb jej nie bawi

* – autor ubolewa, że niektórzy mogą ten tytuł odczytać jak antypolski, ale lepszego nie udało mu się wymyślić

** – pycha: u ludzi – pierwszy grzech główny (motyli, w tym rusałek, przepis ten nie dotyczy)


Listopad 2016

 

Z jubileuszy nauki – trzy limeryki z powtórzonymi* wyrazami, przypisami, oraz ilustracją chronologii zdarzeń

* – „repetitio est mater studiorum” (powtarzanie jest matką wiedzy) – sentencja łacińska

 

Gryka*

Pszczoły miodne z polskiej Ameryki**,
Oblatane w pyłku kwiatków gryki,
Roztrząsały, pijane swym wiktem,
Problem gryki, nabrzmiały w niej stricte***,
Jakim wiecznie głodne są chrząszczyki****,*****

* – pierwsza wersja utworu powstała podczas Sympozjum zorganizowanego w 100. rocznicę powstania analizy pyłkowej (Ryc. 1). Bezpośrednią inspiracją do napisania utworu był referat A. P.-J. o analizie pyłkowej miodów pszczelich, a właściwie użyty przez referentkę cytat**** o ubocznym efekcie działania pszczół. Utwór w pierwszej wersji powstał w ciągu kwadransa, był jednak następnie wielokrotnie poprawiany i ostatecznego kształtu nabrał dopiero po dwóch tygodniach

** – tu: wieś w województwie lubelskim (pow. Hrubieszów)

*** – porównaj: J. Brzechwa „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie”. Według autora limeryku, twierdzenia „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie” i „W Ameryce chrząszcz brzmi w gryce” są jednakowo prawdziwe (notabene, z Szczebrzeszyna do Ameryki jest mniej niż 50 km), choć trzeba przyznać, że twierdzenie drugie brzmi nieco lepiej. Tak samo prawdziwe są kombinacje w/w twierdzeń, np. „W Ameryce chrząszcz brzmi w trzcinie”, ale te brzmią już raczej beznadziejnie

**** – „(…) Oblatując rzepak, pszczółka oddaje jeszcze tę usługę, że, siadając na kwiatkach, nachyla nagle łodygi i strąca z nich żarłoczne chrząszczyki”. W: Ks. A Margoński "Pszczelarstwo nowoczesne", część pierwsza, Wydanie drugie, powiększone i uzupełnione, R. 1931, Czcionkami Drukarni Toruńskiej S.A. w Toruniu

***** – w świetle cytatu****, opisana w utworze historia jest całkowicie prawdopodobna. Purystom, uważającym że w limeryku zamiast gryki winien jednak wystąpić rzepak, autor musi zwrócić uwagę, iż chrząszcz w rzepaku brzmi nieprzystająco do sentencji J. Brzechwy***

 

Odcisk*

Znalazł jeden badacz skał na rzeką San,
Odcisk małża, co wśród morskich zwykł żyć pian,
A na odwrocie, równie spory,
Odcisk pieczątki z tekstem: „Zbiory
Instytutu Geologicznego PAN”**

* – tu: Instytut Nauk Geologicznych PAN. ING PAN obchodził jubileusz wcześniej niż analiza pyłkowa (Ryc. 1), ale pomysł ułożenia związanego z nim limeryku przyszedł autorowi do głowy znacznie później. Z kolei ostateczna wersja limeryku o ING PAN powstała wcześniej niż ostateczna wersja utworu związanego z analizą pyłkową (Ryc. 1)

** – opisana tu historia oczywiście nie mogła się zdarzyć, gdyż w w/w Instytucie nie ma miejsca na bałagan umożliwiający wyciekanie zbiorów

 

Ce-czternaście*

Pewien spec od Ce-czternaście na Rubieży,
Lat piętnaście Ce-czternaście w kółko mierzył,
A wciąż wierzył, że podejście doń ma świeże,
Choć najstarsze mu raporty na papierze,
Już na półkach dorobiły się odleżyn**

* – utwór powstał w ciągu zaledwie kilku minut, w przeddzień obchodów 15-lecia Poznańskiego Laboratorium Radiowęglowego*** (Poznań, ul. Rubież 46), które miały się odbyć 21.10.2016r (Ryc. 1).

** – opisana w utworze sytuacja nie jest w 100% prawdziwa, gdyż zbiór raportów starszych niż 2 lata (w tym tych z odleżynami), pół roku wcześniej zarchiwizowano na nośnikach cyfrowych, a raporty papierowe zniszczono

*** – Radiowęgiel i „Ce-czternaście* to dokładnie to samo

 

Ryc. 1. Chronologia obchodów trzech jubileuszy, oraz tworzenia dotyczących ich limeryków. Wszystkie obchody (w których autor limeryków rzecz jasna uczestniczył) miały miejsce w jednym miesiącu. Zwraca uwagę fakt monotonicznej zależności między wiekiem jubileuszu a długością trwania obchodów, jak również między długością trwania obchodów a długością okresu tworzenia limeryku.

 


Październik 2016

 

Dziki z Puszczy Zielonka* – tryptyk limeryków z pięcioma nazwami geograficznymi**

* – Puszcza Zielonka - duży obszar leśny na pn.-wsch. od Poznania, w większości objęty Parkiem Krajobrazowym (pow. 114 km 2 ). W pobliżu zachodniego skraju puszczy leży Murowana Goślina, w której mieszka autor limeryków
** - położenie miejscowości i obiektów wzmiankowanych w limerykach, przedstawiono na Rys. 1A

 

Są dziki w osadzie Potasze*,
Co, z zimnych kasztanów żrąc paszę,
Chrząkają jesienią, że żal,
Iż nie są na Placu Pigalle**,
Gdzie paszę się praży na blasze

* – Potasze – osada, w której nie ma ani jednego sklepu, jest natomiast tablica przestrzegająca przed dokarmianiem dzików (Rys. 1B)
** – Plac Pigalle oczywiście nie leży w Puszczy Zielonka tylko w Paryżu***. Od drugiej połowy lat sześćdziesiątych był on Polakom powszechnie znany z kultowego serialu „Stawka większa niż życie” jako miejsce, gdzie w Paryżu są najlepsze kasztany (przez Zuzannę lubiane tylko jesienią). Po otwarciu Polski na zachód można było zobaczyć, że są tam i inne atrakcje… ale te dzików pewnie by nie zainteresowały
*** – miasto nie objęte rysunkiem 1A

 

Zza ogrodzenia, we wsi Trzaskowo*,
Dzik obserwował piłkę golfową,
I konstatował, że trzeba ciołka,
By, wydłubawszy to cudo z dołka,
Starać się wrzucać je tam na nowo…

* – w Trzaskowo Golf Club są aż dwa pola golfowe: małe i duże (o docelowej powierzchni kilkudziesięciu hektarów) w stadium rozbudowy. Ogrodzenia obu pól przylegają do granicy lasu Puszczy Zielonka

 

Wataha dzików, nocując w Pławnie,
Rankiem je zdrowo i lekkostrawnie,
A wieczorami sobie idzie,
Pojeść najczęściej na Florydzie*,
Wprawdzie śmieciowo, ale wystawnie

* - Floryda to osiedle domków letniskowych obok wsi Kamińsko** leżącej w środku lasu. Chyba nie ma tam tablicy przestrzegającej przed dokarmianiem dzików
** - nazwa „Kamińsko” w cyklu się nie znalazła, gdyż komponowała się autorowi tylko z wyrazem „świńsko”, ten zaś wyraz brzmi po prostu nieładnie

Rys. 1A - fragment Puszczy Zielonka (źródło: Google Maps), z miejscowościami i obiektami wzmiankowanymi w limerykach; 1B - tablica ostrzegawcza ustawiona w miejscowości Potasze (fot. autor)


Wrzesień 2016

 

Chomik – tryptyk limeryków z jednym podmiotem i jednym przypisem

Z dedykacją dla szwagra z Opola – właściciela chomika o imieniu Chrupcia

 

Był jeden chomik w mieście Opole,
Który najlepiej czuł się przy stole
- Bo tam najczęściej spadały chrupki -
A w sytuacjach rozlania zupki,
Blat stołu bywał mu parasolem...

 

Był jeden chomik w mieście Opole,
Co chomikował kulki na mole,
Bo wisieć na nim zaczęło futro,
I czuł przez skórę to czarne jutro,
Gdy mole zaczną grać mu w nim rolę…

 

Był jeden chomik w mieście Opole,
Co, choć na piętrze, w ciągłym żył dole,
Bowiem na balkon wyjść chciał co rano,
Lecz poza wnętrze go nie puszczano,
By nie wyleciał oraz nie poległ*

 

Przypisy:
* – ten wyraz został przez autora użyty zupełnie świadomie i dobrowolnie


Sierpień 2016

 

Podwarszawskie* koguty – cykl limeryków z objaśnieniami i mapką

* - mapka pokazująca położenie miejscowości i obiektów wzmiankowanych w tekstach i przypisach zamieszczona jest na końcu

 

Kogut ze Świerku pod Otwockiem
Mylił* z pobudką dobranockę,
I piał do słuchu po capstrzyku,
Aż dostał głuche kukuryku,
Krótką siekierką w styku z klockiem

Otwock – miasto na pd-wsch od prawobrzeżnej części Warszawy, powstałe jako miejscowość sanatoryjno-uzdrowiskowa. W moim odczuciu – nieładne.

Świerk – część Otwocka (dawniej wieś), gdzie w 1945r utworzono Instytut Badań Jądrowych. Od 2011r tutaj mieści się siedziba Narodowego Centrum Badań Jądrowych (ciekawe, że przydomek „Narodowe” nadano temu centrum dobrych kilka lat przed nastaniem okresu, w którym nadawanie przydomka „narodowy” stało się bardzo modne).

* – mylenie się koguta okoliczni mieszkańcy przypisują szkodliwemu wpływowi działającego w Świerku reaktora jądrowego

 

Z głośnym budzeniem, kogut spod Janek,
Często wychodził poza swój ganek,
Aż raz po skośnej wyszedł był linie,
I na antenie zapiał w Raszynie,
I tak narodził się Teleranek*…

Janki – wieś położona na pd-zach od Warszawy. To tutaj, w nieodległej jeszcze przeszłości, rozchodziły się dwie główne drogi prowadzące ze stolicy do Krakowa i do Katowic (a autor limeryków jeszcze pamięta związane z tym korki)

Raszyn – wieś i gmina w powiecie pruszkowskim (między Jankami i Warszawą), od 1931r siedziba radiostacji, noszącej dziś nazwę „Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze Raszyn”. Co ciekawe, maszt nadajnika stacji Raszyn (o wysokości 335m) zlokalizowany jest w miejscowości Łazy, Janki leżą między Łazami a Raszynem, a same Łazy leżą w obrębie sąsiedniej dla Raszyna gminy Lesznowola. Niezły galimatias… cóż – administracja…

* – kultowy poranny blok programów telewizyjnych dla dzieci, nadawany od 1972 roku. Nadawanie Teleranka zaprzestano 13 grudnia 1981r i brak tego programu stał się dość groteskowym symbolem stanu wojennego. Z powodów kłopotów finansowych TVP, program zlikwidowano w 2009r. Niedawno (6 marca 2016) nadawanie Teleranka zostało jeszcze raz wznowione

 

Piał jeden kogut ze wsi Klaudyn
Z warszawskich* śmieci najwyższej hałdy,
A z własnych śmieci, zamiast uznania,
Słyszał wyrazy powątpiewania,
Czy ma on jeszcze na mózgu fałdy…

Klaudyn – wieś położona na zachód od Warszawy, sławna tym, że na jej terenie znajduje się wysypisko śmieci, którego rozmiar Wikipedia określa wysokością powstałej z nich góry (144 m n.p.m.). Jest to podobno największa góra śmieciowa w Europie.

* – nie ma wątpliwości, że na w/w górę składają się w przygniatającej większości śmieci warszawiaków

 

Żył ongiś kogut na Żeraniu,
Co operetki dawał w pianiu,
Dumny, że rozgłos ma światowy,
Skutkiem tabletki na ból głowy,
Z kogutkiem* na opakowaniu

Żerań – dzielnica prawobrzeżnej Warszawy, co nie przeszkadza włączeniu jej w cykl „Podwarszawskie koguty”, gdyż Żerań do Warszawy włączono w 1951r, zaś historia z powyższego limeryku miała miejsce znacznie wcześniej, o czym poniżej.

* – „proszki/tabletki z kogutkiem” to potoczna nazwa środka przeciwbólowego, opracowanego przez płockiego farmaceutę Adolfa Gąseckiego w 1903r. Lek ten był zarejestrowany w 46 krajach świata (m.in. w USA i Australii) a sukces jego twórcy pozwolił mu uruchomić w 1926r fabrykę przy ul. Belgijskiej 7 w Warszawie (na Mokotowie). Być może, powstałby z niej światowy koncern farmaceutyczny, ale niestety przyszła wojna, a potem jeszcze komuna….

Autor musi przyznać, że wpadł na pomysł wykorzystania tabletek z kogutkiem w niniejszym cyklu wiedząc o istnieniu przedsiębiorstwa farmaceutycznego „Polfa” w Tarchominie, położonym w Warszawie tuż za Żeraniem. Trzeba jednak przyznać, że ani wynalezienie tabletek ani ich produkcja nie miało miejsca blisko Żerania, zaś tarchomińska Polfa i fabryka A. Gąseckiego to też dwa oddzielne byty …. Wypada powiedzieć: „sorry, ładna historia, tyle że poplątana”


Rys. 1. Mapa Warszawy, z zaznaczeniem miejscowości i obiektów wzmiankowanych w cyklu „Podwarszawskie koguty”


Lipiec 2016

 

Myszy różnych religii – limeryki ułożone w kolejności powstania tych ostatnich

Judaizm
Synagoga w Nazarecie
Nagłą dziurę ma w budżecie,
Od mieszkania, w zwoju z Torą,
Myszy przedwiosenną porą,
Co w czytaniach wyszło w lecie…

Tora – to pięć pierwszych ksiąg Biblii, stanowiących najważniejszy tekst objawiony judaizmu. Tora jest spisana ręcznie na pasie pergaminu zwiniętym na dwóch wałkach. W synagodze, Tora jest przechowywana bardzo uroczyście, a jej teksty czytane są w rytmie rocznym.

 

Buddyzm
Gnieździły się myszy w Bangkoku,
W świątyni, u Buddy na koku,
Bo kot, jak napadła go joga,
To skupiał się Buddzie przy nogach,
Na koku zaś tylko z doskoku

Buddyzm – to system religijny, który nie afirmuje ani tez nie neguje istnienia boga. Jego założyciel, nazwany Buddą (dosłownie „przebudzony”), jest dla wyznawców buddyzmu wzorem istoty, która dzięki praktyce moralności, skupienia oraz rozwojowi mądrości ujrzała „prawdziwą naturę zjawisk”. Posągi Buddy (z kokiem lub bez) zajmują centralne miejsca w wielu buddyjskich świątyniach.
Joga – jeden z systemów filozofii indyjskiej, zajmujący się związkami między ciałem i umysłem. Joga jest praktykowana zarówno w buddyzmie (który boga nie afirmuje) jak i hinduizmie (religii o wielu odłamach, w której bóstw jest wiele). Co ciekawe, hinduizm (mający dwa razy więcej wyznawców niż buddyzm), czci też Buddę, jako jednego z bogów zstępujących na ziemię by uratować świat przed upadkiem moralnym. Tak więc limeryk analogiczny do powyższego mógłby od biedy dotyczyć i hinduizmu. Trzeba by tylko znaleźć miasto na Półwyspie Indyjskim, rymujące się z „koku” i „doskoku”…

 

Chrześcijaństwo
Mysz kościelna w Reichenau,
Nie od biedy jadła mszał,
Zwłaszcza rozdział z „Ojcze Nasz”,
Gdzie proboszcza słuszny staż,
W tłustej czcionce czuć się dał

Reichenau – miejscowości o tej nazwie w krajach gdzie mówiło się po niemiecku jest kilka. Jedna z nich leży dziś w Polsce, nosi nazwę Bogatynia („Reichenau” to polsku „bogata łąka”) i jest jedną z najbogatszych gmin w kraju, tyle że nie z powodu samej łąki lecz tego co leży pod nią. Choć nazwa Reichenau kojarzy się z bogactwem, nie przeszkadza to, by myszy kościelne były i tam raczej biedne.
Mszał – najważniejsza księga liturgiczna w kościele rzymskokatolickim. Zawiera teksty stałych i zmiennych części Mszy Świętej jak również wskazówki do wszelkich innych celebracji. Z oczywistych względów, fragment mszału z częściami stałymi mszy (a modlitwa „Ojcze Nasz” w nim się znajduje) jest kartkowany przez celebransa wielokrotnie częściej niż cała reszta.

 

Islam
Wegetowała mysz w centrum Sany,
Gryząc w meczecie perskie dywany,
A raz do roku, po ramadanie,
Kiedy dywanów było trzepanie,
Zęby na diecie wbijała w ściany

Mysz w meczecie mogłaby nabroić dobierając się do Koranu, ale wiedząc, że niektórzy wyznawcy islamu bronią swoich świętości bardziej drastycznie niż wyznawcy innych religii, mysz woli trzymać się od Koranu z daleka. Pozostają więc dywany….


Maj 2016

 

Konie – limeryki niewłaściwe (bo albo z nazwą nie geograficzną albo z nazwą nie w pierwszym wierszu, albo w ogóle bez nazwy własnej)

Wkradł do Jaka się ogier o świcie,
By dzień ptaka* zaliczyć w kokpicie,
I, nim na sośnie wpadł w kapotaż**,
Rżał w nim radośnie, iż pilotaż,
Od źrebaka ma w małym kopycie***

Przypisy:
* - prawdę mówiąc, aby bez przygotowania udanie poprowadzić samolot, to trzeba mieć „dzień konia”
** -kapotaż: wypadek lotniczy polegający na przewróceniu się (podczas startu lub lądowania) samolotu przez nos na plecy
*** - dobre kopyto przydaje się może na wyścigach samochodowych, ale traktowanie kopytem drążka sterowego (lub wolantu) w rozpędzonym samolocie musi się skończyć kapotażem lub czymś jeszcze gorszym

 


Jak ustalili zacni szejkowie:
- Klacz, by skorzystać z daczy w Janowie,
Podlaskiej trawy raczyć się smaczkiem,
I z tej wyprawy wrócić z źrebaczkiem,
Musi bezwzględnie końskie mieć zdrowie*!

Komentarz:
* - … no, ale to jest tylko taka opinia…

 

Pewna kobyła służyła pod siodło,
Lecz narowiła na pracę się podłą,
Aż człek w bryczesach*, z mierzwy paprochów,
Ziarnko spod siodła wyczesał grochu,
Co brzydko było kobyłę w kłąb bodło**

Przypisy:
* - bryczesy: spodnie do jazdy konnej, skrojone specjalnie bez ciasnych szwów po wewnętrznej stronie nóg, tak by nie narażać nóg jeźdźca na otarcia w kontakcie z siodłem. Przywołanie w utworze tego elementu garderoby uwydatnia przejściowy (do czasu wyczesania grochu) stan kontrastu w dbałości o komfort kontaktu u góry i u dołu siodła, który to kontrast na istotę u dołu (czyli kobyłę) mógł działać dodatkowo dołująco
** - po wykryciu przyczyny narowienia się, życzliwi mówili o kobyle „księżniczka”, a nieżyczliwi – „grochówka”

 

Crazy horse
Wpadał w padoku w amok z widoku
Odcisków kopyt na każdym kroku,
Aż do wylania w zaprzęg na bruk*,
Gdzie zwierz, odcisków od spodu nóg**
Bez zaprzęgania doświadcza wzroku

Komentarz:
* - nie dotyczy konia kutego na cztery nogi
** - j.w.


Koniec kwietnia 2016

 

Krowy – limeryki z nazwami niezupełnie geograficznymi i z przypisami

Polskim krowom, farmer z Cadbury*,
Dał angielskie składać litery,
Póki, widząc w paszportach** „cow”,
Kompleksowo nie wpadły w szał***,
Że im Angol nasrał**** w papiery!

Przypisy:
* - Cadbury to głównie nazwa światowego dziś producenta słodyczy – pochodząca od nazwiska Johna Cadbury i jego synów, którzy w drugiej połowie XIX wieku rozwinęli produkcję kakao i czekolady w pobliżu Birmingham. W sensie geograficznym można mówić o miejscu zwanym „Cadbury World” – atrakcji turystycznej znajdującej się w założonej przez Cadburych modelowej wiosce Bournville i oczywiście poświęconej produkcji czekolady
** - kwestię paszportów dla zwierząt autor poruszał już przy okazji cyklu „Króliki” (luty 2016)
*** - tzw. „choroba szalonych krów” stwierdzona po raz pierwszy w 1986r w Wielkiej Brytanii, przybrała tam postać epidemii, której skutkami były m.in. kompleksowa akcja wybicia kilkudziesięciu tysięcy osobników bydła i drastyczne zmniejszenie popytu na brytyjską wołowinę. Skutkiem ubocznym był wzrost popytu w Anglii na zdrowe mleczne krowy z Polski. Trzeba podkreślić, że opisany w utworze szał jednostką chorobową nie był, choć może był nieco stymulowany niezdrowym kompleksem przybyszów znad Wisły względem mieszkańców Zachodu
**** - stały czytelnik Limeryków Tomka zauważył zapewne, że ich autor stara się unikać słów wulgarnych, ale w tym szczególnym przypadku nie było wyjścia i trzeba było rzecz nazwać po imieniu

 

Szczęśliwa krowa w Ponderosie*,
Much miała tylko po dziurki w nosie**,
Odkąd jej kowboj w kapeluszu
- Przeciwko muchom z powyżej uszu** -
Naciągnął ogon o cali*** osiem

Przypisy:
* - Ponderosa to nazwa rancza w stanie Nevada (USA), na którym toczyła się akcja serialowego westernu o tej samej nazwie, oraz jego kontynuacji zatytułowanej „Bonanza”. Serial, emitowany z wielkim powodzeniem w czasach dzieciństwa autora limeryków (od których minęła już cała epoka), opowiadał o przygodach farmera Bena Cartwrighta i jego trzech synów (Adama, Hossa i Joe). O krowach Cartwright’ów w filmie było niewiele a o dręczących je muchach nic, bo takie tematy oglądalności nie zapewniają w żadnej epoce. Dzisiaj nazwę „Ponderosa” nosi wiele gospodarstw agroturystycznych i hoteli w Polsce, i założyłbym się, że ich założyciele są ludźmi po pięćdziesiątce
** - idiomy „po dziurki w nosie” i „powyżej uszu” oznaczające nieznośny nadmiar utrapienia, oparte są na domyślnym założeniu, że obrasta ono człowieka w kierunku wyznaczonym przez grawitację, a jego wielkość można wyrazić poziomem (mierzonym np. względem ziemi). W przypadku krowy, wielkość utrapienia przez siadające muchy można wyrazić polem obsadzonej przez nie powierzchni, a kierunek jego przyrostu jest wyznaczony położeniem miejsca, z którego wyrasta krowi ogon. Zasadnicza różnica jest taka, że w ujęciu grawitacyjnym zwrot „po dziurki w nosie” oznacza wielkość utrapienia niemal maksymalną, zaś w ujęciu krowio-ogonowym – odwrotnie. W tym drugim ujęciu, minimum utrapienia zapewnia ogon tak długi, że „mucha nie siada”
*** - cal: angielska miara długości, ok. 2,5 cm. Dla mniej ścisłych: „w skali krowy, osiem cali to pół głowy”

 

Znają krowy w pewnej wiosce pod Słońcem*,
Sumy kropek na biedronkach na łące,
A w kontakcie z elektrycznym pastuchem
Resetując kość pamięci** za uchem,
Chodzą czytać kod paskowy*** na stonce

Przypisy:
* - w świetle tego iż geografia to nauka zajmującą się badaniem powłoki ziemskiej, „Słońce” nazwą geograficzną nie jest. Natomiast „pod Słońcem” jest miejscem na Ziemi na tyle nieokreślonym, że też trudno je uważać za nazwę. A więc tytuł cyklu limeryków pozostaje jakby w porządku
** - w wersji fantastycznej mogłoby tu chodzić o dodatkową pamięć RAM, potrzebną krowie przy zadaniach szczególnie trudnych (a po przepełnieniu sumami kropek, wymagającą resetu przed następnym zadaniem). Ale bardziej realistycznie „kość pamięci” może oznaczać wszczepiany krowom tzw. czip identyfikacyjny, ułatwiający pastuchom ludzkim namierzenie krów uciekających np. w kartoflisko
*** - całe mnóstwo kodów paskowych występuje również w Biedronce, ale te żadnej krowy nie zaciekawią


Połowa kwietnia 2016

 

Prosiaczki – cztery limeryki ze słowem „miał” i z dodatkami różnego rodzaju

Pewien prosiaczek, w WGR* „Górki”,
Smacznie z ziemniaczków wcinał mundurki,
A jeśli, z winy obieraczki,
Miał wśród mundurków gołe ziemniaczki**,
To jeszcze smaczek gęsiej czuł skórki

Przypisy:
* - Wojskowe Gospodarstwo Rolne - jedna z form organizacji rolnictwa w PRLu
** - bulwy pędowe ziemniaka po obraniu z mundurków, pełniące wobec prosiaczka funkcję tzw. owocu zakazanego

 

Prosiaczek we wsi Wilkowyje*,
Miał w tyle głowy smukłą szyję,
Oraz masowy hejt** z folwarku,
Że łeb na niesolidnym karku,
W życiu uczciwie nie poryje

Przypisy:
* - miejscowość fikcyjna, w której rozgrywa się akcja telewizyjnego serialu „Ranczo”
** - zjawisko nie fikcyjne, jedna z form prawdziwego świństwa
Dopisek: w ramach hejtu** padały też oskarżenia, że prosiaczek zapewne „poryje na lewo”, a więc jest lewakiem. Ukuto nawet przezwisko „prosiaczek-lewaczek”…

 

Pewien prosiaczek we wsi Ląd
W chlewie, gdzie był nieznośny swąd,
Miał rozpylacze płynu „Bros”,
Tudzież wiatraczek, z wtyczką w nos,
Bo prądu wziąć nie było skąd

Uwaga techniczna: gdyby prosiaczek wytwarzał prąd elektryczny, to w świetle przepisów dotyczących ochrony przeciwporażeniowej w urządzeniach elektroenergetycznych niskiego napięcia, podłączony doń wiatraczek musiałby być wykonany w tzw. drugiej klasie izolacji, gdyż nosy prosiaczków (Ryc. 1a) nie mają styku uziemiającego


Ryc 1. a – nos prosiaczka, b- gniazdko bez bolca uziemiającego, c – gniazdko z bolcem uziemiającym

 

Pewien prosiaczek w mieście Sopocie,
Tak się w chlewiku utaplał w błocie,
Że własna matka go nie poznała,
Tym bardziej, że akurat miała,
W ostatnim miocie bez liku pociech…

Ciekawostka gramatyczna: w języku polskim, pospolite nazwy gatunkowe najbardziej udomowionych zwierząt są rodzaju męskiego lub żeńskiego (np. koń, krowa, świnia, pies), zaś osobniki dorosłe drugiego rodzaju mają swoje odrębne nazwy (klacz, byk, knur, suka). Natomiast rzeczowniki określające osobnika bardzo młodego i nie będące zwykłym zdrobnieniem nazwy gatunkowej, mają rodzaj nijaki ( źrebię, cielę, prosię, szczenię) - co można poniekąd zrozumieć, oraz oboczną formę w rodzaju wyłącznie męskim (źrebak, cielak, prosiak, szczeniak) - co jest już mniej zrozumiałe. Prawidłowość ta dotyczy też człowieka (dziecko - dzieciak). Autorowi wydaje się, że w/w określenia w rodzaju nijakim niosą pewną aurę niewinnej bezradności, zaś w tych męskich kryje się jakaś nutka chłopięcego łobuzerstwa – i z tego powodu „utaplane w błocie prosię” byłoby może potraktowane lepiej niż „utaplany w błocie prosiak”. Nawiasem mówiąc, „pociecha” jest rodzaju żeńskiego!


1 kwietnia 2016

 

Barany – wielkanocna alegoria limerykopodobna

Dzikim kurom, baca z Hali Pisana,
- Że pod chmurą niosły się na barana -
Niewielkiego spuścił nocą baranka,
By trzeciego przebudzony poranka,
Stanął z mocą przykurczony w pisankach!

 

Objaśnienie do alegorii:

Według Słownika Języka Polskiego, alegoria to „w literaturze i sztuce: postać, motyw lub fabuła mające poza znaczeniem dosłownym stały umowny sens przenośny”. W rozumieniu tej definicji, w przedstawionym wyżej utworze alegorii występuje sporo, a wydaje się, że alegorią jest też cały utwór.

Zbitka: „baranek – trzeci poranek – pisanki” oczywiście zwraca uwagę, że baranek jest wielkanocny (powszechnie uważany za symbol zmartwychwstałego Chrystusa), i użycie w utworze tak oczywistej alegorii wydaje się zabiegiem wręcz prymitywnym. Również “przykurczenie”, rozumiane po prostu jako zmniejszenie rozmiaru (może baranek bał się podeptać pisanki?), albo jako upodobnienie się do kurczęcia (na zasadzie przysłowia: “jeśli wejdziesz między wrony…”), można by uważać za motyw nielicujący z wielkością wielkanocnego cudu. Z drugiej strony, stanięcie baranka w przykurczeniu a jednocześnie z mocą, subtelnie sygnalizuje iż mamy do czynienia z czymś nadprzyrodzonym. O co więc chodzi?

Kluczowe znaczenie w całej alegorii mają pisanki. Powszechnie, pod tym pojęciem rozumiemy zdobione na Wielkanoc jajka, uważane za symbol nowego życia. Czytelnik mógłby więc dostrzec w utworze pewne ubolewanie autora z powodu przesłaniania (tu „przykurczania”) sacrum (jakim jest zmartwychwstanie) przez profanum (jakim jest zwyczaj malowania jajek) we współczesnym świecie. Ale “pisanka” to też osoba (nie ma znaczenia, że akurat rodzaju żeńskiego) mieszkająca na Hali Pisanej! Powyższe spostrzeżenie walnie poszerza horyzont rozumienia utworu, bo jeśli “pisanki” to dzieci Boże, to Hala Pisana może być światem sięgającym aż do nieba… A “przykurczenie” może oznaczać upodobnienie się zbawcy do człowieka. Kogo w tym układzie reprezentuje baca, nietrudno się już domyślić.

Uwagi na marginesie:
1. Krakowski przyjaciel autora (K. R.) zapewne zauważy błąd gramatyczny w zwrocie “z Hali Pisana”, w którym słowo “Pisana” winno się odmienić na “Pisanej”. Co racja to racja…, ale cóż znaczy gramatyka jeśli pisze się o tak wielkich cudach?
2. K. R. mógłby również spostrzec, iż - wprawdzie owce na Hali Pisanej faktycznie kiedyś wypasano, to egzystencja tam kur jest nie do pomyślenia. Cóż, autor może tylko powiedzieć, że “nie masz nic niemożliwego u bacy”.


Marzec 2016

 

Barany – limeryk „zrób to sam”

Część 1

Nosił się baran ……………,
Z niewyważonym mocno porożem,
Aż weterynarz …………….,
Zgłosił, by ciężkie wady poroża
Wywarzać w garach – może pomoże?

Część 2

A - jeden znad morza, B – jeden nad morzem, C - spod Żoliborza, D - pod Żoliborzem

Instrukcja: wstaw dwa z czterech fragmentów z części 2 w miejsce kropek w części 1, tak by otrzymać limeryk przypadający Ci do gustu

------------------

Barany – czarna owca*

* - rzeczownik „baran” w tytule utworu został użyty w liczbie mnogiej, zaś „czarna owca” – w liczbie pojedynczej. Natomiast bohaterami utworu są: baran w liczbie pojedynczej i czarne owce w liczbie prawdopodobnie mnogiej. Autor wyjaśnia więc, że tytułowe słowo „barany” nawiązuje do tytułu już opublikowanego cyklu „Barany – limeryki z komentarzami o narastającej złożoności” (którego obecny utwór jest skromnym uzupełnieniem), zaś „czarna owca” w tytule oznacza, iż utwór – opatrzony komentarzem odnoszącym się jedynie do tytułu – pełniłby w cyklu „Barany – limeryki z komentarzami o narastającej złożoności” rolę czarnej owcy.

Reasumując, zdaniem autora powyższy tytuł odnosi się głównie do konstrukcji cyklu a nie do treści poniższego utworu.

Pytanie: „czy w tym układzie bohaterów poniższego utworu (barana i czarne owce) można uważać za bohaterów tytułowych?”, autor pozostawia bez odpowiedzi …

Baran, co we dnie, we wsi Kluszkowce,
Czarne wyłącznie uznawał owce,
Nocą, po ciemku, już nie tak ścisły,
Dawał się wodzić przez cztery zmysły,
W kwestii barw owcy na manowce

------------------

Obszerniejsza dyskusja gramatyczna

Po opublikowaniu cyklu „Barany – limeryki z komentarzami o narastającej złożoności”, krakowski przyjaciel autora (K.R.) zwrócił uwagę na błąd, jakim było użycie - w limeryku o dwóch owcach na Podhalu - wyrażenia „Nierozróżnialnym w żadnym calu”, i zasugerował, że zamiast „w żadnym” winno się tam użyć „w każdym”. Sprawa jest dość subtelna i głębsza. Faktycznie, imiesłów przymiotnikowy (tak jak np. „palący” lub „rozróżnialny”), występując wraz z partykułą „nie”, może mieć znaczenie czasownikowe (np. „Nie palący” rozumiani jako ci, którzy teraz nie palą) lub przymiotnikowe (np. „Niepalący” rozumiani jako ci, którzy nie palą). W tej kwestii, do imiesłowu „nie rozróżnialne” w zdaniu „dwie pchły nie rozróżnialne bez użycia lupy” (czyli w znaczeniu czasownikowym) pasuje „w żadnym calu” natomiast do imiesłowu „nierozróżnialne” w zdaniu „dwie pchły absolutnie nierozróżnialne” (czyli w znaczeniu przymiotnikowym) lepiej pasuje „w każdym calu”.

Dla rozróżnienia dwóch znaczeń imiesłowów z partykułą „nie”, stosowano dawniej różną pisownię (rozdzielnie lub łącznie, czyli tak jak w akapicie powyżej). Jednak 9 grudnia 1997 Rada Języka Polskiego wydała uchwałę zgodnie z którą, od 1 stycznia 1998 roku, imiesłowy przymiotnikowe z partykułą "nie" powinno się pisać łącznie. Miało to na celu wyeliminowanie błędów ortograficznych popełnianych przez większość społeczeństwa. W/w uchwała zawiera również stwierdzenie: „Nie wykluczając zasadniczych zmian w przyszłości w polskiej ortografii, Rada Języka Polskiego podejmuje decyzję pozytywną co do łącznej pisowni nie z imiesłowami odmiennymi z dopuszczalnością świadomej pisowni rozdzielnej”, tak więc Autor, stosując w poprzednim akapicie pisownię rozdzielną, błędu ortograficznego nie popełnił. Natomiast w świetle w/w uchwały, sam zapis zwrotu „Nierozróżnialnym” w treści limeryku nie pozwala już na stwierdzenie, z którym znaczeniem imiesłowu (czasownikowym czy przymiotnikowym) mamy do czynienia.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż nierozróżnialność, która stoi za kwantowym efektem interferencji opisanym w limeryku, ma fundamentalny sens przymiotnikowy (fizycy to wiedzą, a nie-fizyków proszę, by im zawierzyli)! Tak więc, drugi wiersz trzeciego limeryku cyklu „Barany – limeryki z komentarzami o narastającej złożoności” faktycznie winien mieć postać „Nierozróżnialnym w każdym calu”.

Autor limeryku składa przyjacielowi K.R. serdeczne podziękowanie za wskazanie błędu. Jednak wymaganej poprawki autor nie wprowadzi, gdyż wtenczas utraciłby uzasadnienie do przedstawienia powyższej – ciekawej w jego mniemaniu – dyskusji gramatycznej.

 

Barany – trzy limeryki* z komentarzami o narastającej złożoności

* - układ rymów trzeciego utworu odbiega od klasyki gatunku, no ale materia też jest nie klasyczna

 

Pewien włochaty baran z Riazania
Czuł po strzyżeniu utratę ubrania
Snuł więc się w cieniu, skąd zerkał cierpko,
Póki go pastuch nie nakrył derką
Co, zdarta z taty, też była barania*

* - baran, jak człowiek, lubi ubranie w dobrym gatunku. I, jak wielu ludzi, za dobry gatunek uważa tylko swój własny…

Błędny baran z miasta Rohatyn*
W głębi duszy nie był rogaty
I latami wolno się błąkał,
Po dziewiczych jarach i łąkach
Aż po uszy z rogami w kwiaty

* - Rohatyn – miasto na Ukrainie, w dolinie naddniestrzańskiej, na pd.-wsch. od Lwowa. Przez kilka stuleci leżało w obszarze Rzeczypospolitej, i to tam, w 1752r rozpoczyna się akcja powieści O. Tokarczuk „Księgi Jakubowe”, wyróżnionej ubiegłoroczną literacką Nagrodą Nike. Przez ponad sto lat (1569-1686) w granicach Korony pozostawało też Zaporoże, terytorium poniżej tzw. „porohów” Dniepru. Związek rohatyńskiego barana z Zaporożem jest luźno semantyczny, jedynie taki, iż kwiaty wchodziły mu luźno za poroże.

Baca, dwóm owcom na Podhalu,
Nierozróżnialnym w żadnym calu,
W dwóch różnych farbach macza racice,
I otrzymuje – wypisz, wymaluj,
Prążki jak z książki o fizyce*

* – baca, który przeczytał kilka książek o fizyce, nie ma wątpliwości, że ma do czynienia z kwantowym efektem interferencji** jakiego makroświat jeszcze nie widział (choć w mikroświecie jest to rzecz dla fizyków normalna). W związku z tym, baca kontroluje owcom tzw. spin*** (objawiający się skręceniem włosów owczej sierści), dbając o to by owce były ostrzyżone na pół-krótko i dzięki temu miały tzw. spin połówkowy. Boi się bowiem, że owce o spinie całkowitym (równym 1) mogłyby podlegać statystyce Bosego-Einsteina**** (tym bardziej że owce z natury są bose) i obie znaleźć się w jednym stanie kwantowym***** – a konsekwencje czegoś takiego byłyby niewyobrażalne******. Z tego samego powodu, baca nigdy też nie strzyże owiec na zero*******

** - informacje o tym efekcie można sobie znaleźć z pomocą Google

*** - informacje o spinie można sobie znaleźć z pomocą Google

**** - informacje o statystyce Bosego-Einsteina można sobie znaleźć z pomocą Google

***** - informacje o pojęciu stanu kwantowego można sobie znaleźć z pomocą Google

****** - nie do znalezienia, nawet z pomocą Google

******* - czytelnik, który skorzystał ze wskazówek ***, **** i *****, powinien ten szczegół już sam zrozumieć


Luty 2016

 

Króliki – limeryki z notkami geograficznymi i dygresjami

 

Objeździł z cyrkiem pół strefy Schengen*
Królik o głowie w rachunkach tęgiej,
Co suche liczby mnożył wzorowo,
A jeszcze mnożył, nadliczbowo,
Z pierwiastkiem seksu się na potęgę

* – strefa Schengen – obszar grupy krajów, głównie Unii Europejskiej, pomiędzy którymi ludzie mogą się przemieszczać bez kontroli granicznej. W ogóle, obywatele krajów UE mogą po całej Unii jeździć bez paszportów. Paszporty musza natomiast mieć zwierzęta (krowy, konie, owce, świnie, psy, koty itp.). Co ciekawe, wymóg posiadania paszportu przez króliki, stosują tylko niektóre kraje UE – i królik z powyższego utworu może akurat takowego nie miał….

Zrodził się w wietrznym Hindukuszu*
Królik z rzędami wiotkich uszu…
Jest więc do wiatru wystawiony,
Z narządem słuchu wygłuszonym
W małżowin rozmierzwionym buszu

* – Hindukusz – pasmo górskie na obszarze Pakistanu i Afganistanu, o długości ok. 800 km i szczytach przewyższających 7500 m. Charakterystycznym zjawiskiem w tamtym rejonie geograficznym jest tzw. „wiatr 120-dniowy”, tak więc wystawienie rodzącego się tam królika do wiatru, jest szczęściem całkiem częstym – no ale w takich warunkach nadmiar małżowin usznych to już rzadkie nieszczęście

Żywe króliki na Lisiej Górze*
Łyse liszaje mają na skórze,
Bo lis żyć daje futrzakom z norki,
Gdy wyglądają mu na patchworki
Z królika podszytego tchórzem

* – Lisia Góra – miejsc o tej nazwie jest w Polsce (i nie tylko) sporo, ale i sytuacja tu opisana może mieć miejsce właściwie wszędzie, gdzie tylko żyją dzikie króliki i odpowiednio usposobiony lis. Niejako przy okazji, w tekście utworu znalazły się też nazwy innych zwierząt futerkowych (norka, tchórz) i z wymienionych w Wikipedii brakuje tu tylko szynszyli (zwierzę i tak podobne do królika), jenota (zbyt egzotyczne) i nutrii (w odczuciu autora brzydkie). Z nie wymieniowych w Wikipedii, w tej klasie na najwyższej półce lokuje się gronostaj, z którym świetnie się wygląda na portretach (patrz np. będący perłą krakowskiego Muzeum im. Czartoryskich portret „Damy z gronostajem” pędzla Leonarda da Vinci, lub zdobiące gabinety rektorów wyższych uczelni portrety ich poprzedników). Na przeciwnym biegunie jest natomiast baran, tak że nawet zamiast „futro z barana” mówi się „kożuch” lub po prostu „baranica”. Poza klasą jest tzw. „futro z misia”, bo hodowanie misia na futro jest absolutnie nie do pomyślenia

Był taki królik w Bronowicach*
Co ze starości już nie kicał,
Zaś wzrokiem w całkiem dobrym stanie,
W szerokie grał przelatywanie
Bez wzajemności po królicach

* – Bronowice – dzielnica Krakowa, znana najbardziej stąd, że to tu toczy się akcja „Wesela” St. Wyspiańskiego. Tu również – w roku urodzenia autora limeryku - uruchomiono pierwszy w Polsce cyklotron, w którym cząstki naładowane (np. elektrony) przyspieszane są do wysokich energii, której nabierają przelatując wielokrotnie między dwiema półkolistymi elektrodami. Tego, czy przelatujący (wzrokiem po królicach) królik nabierał jakiejś energii, nie wiemy. Możemy natomiast się domyślać, że nie nabierał królic


Styczeń 2016

 

Kralupy* – limeryki o różnych zwierzętach z tą samą miejscowością
* – Kralupy nad Wełtawą: miasto w Czechach, ok. 25 km od Pragi, rafineria nafty (jedna z dwóch w Czechach)

Uwaga: w ostatecznej wersji cyklu, pewien udział ma przyjaciel K.R., który nakłonił autora do zmiany pojedynczych wyrazów w kilku utworach

 

W jamnikach tuczonych w Kralupach
Na czeskich knedlikach i krupach,
Ujawnia postawy się wada,
Że środek im ciężko opada
W za cienkich na tucz kręgosłupach*

* – w/w kręgosłupy są „za cienkie” w tym sensie, że są za słabe w stosunku do rozkładu obciążenia na odcinku między nogami. Sytuacja tułowia jamnika (Ryc. 1a) jest gorsza od sytuacji mostu nad szeroką rzeką, który buduje się z wieloma podporami w nurcie rzeki (Ryc. 1b) lub w formie wiszącej na linach rozciągniętych między pylonami (Ryc. 1c), ponieważ w budowie jamnika elementy te nie występują. Stabilności mostom dodaje też niezmienność odległości między podporami (czy też miejscami zaczepienia lin mostu wiszącego), zaś w przypadku nóg jamnika o takiej niezmienności nie może być mowy


Ryc. 1. a – jamnik (postać nietuczona), b – most Karola w Pradze, c – most Golden Gate w San Francisco

 

Żółwica w miasteczku Kralupy
Co chciała mieć dzień bez skorupy*
Jak raz z niej wylazła,
Nie umie, rozlazła,
Na powrót się zebrać do kupy

* – ludzie urządzają sobie czasem np. dzień bez papierosa lub dzień bez samochodu, ale nazajutrz prawie zawsze wracają do normalności. A tu proszę – zmiana bezpowrotna!

 


Pies, goniąc raz kota w Kralupach,
Z miseczki mu mleczko wychlupał,
Więc kot uważa, że
Miesięczne racje* psie,
Należą mu się jak psu zupa

* – w opisanej sytuacji występuje kilka racji:
a) pies, goniąc kota, pewnie miał swoje racje;
b) racja żywnościowa kota została utracona;
c) kot z pewnością i tak nie skorzysta z psich racji (a już w życiu nie zje zupy), zaś jego oczekiwania względem (zapewne ludzkiego) wymiaru sprawiedliwości należy rozumieć głównie w wymiarze moralnym – i jeśli te oczekiwania by się spełniły, można by mówić, że kot ma dużo racji;
d) kot będzie uważał, że ma rację nawet jeśli nie dostanie psich racji

 

O bobrze, co w mieście Kralupy
Namiętnie uliczne tnie słupy,
Nie wiemy, czy pcha go tam głód*…
Czy plan co do tam w dziale wód…
Czy ortodontyczne wygłupy**…

* – dotyczy słupów drewnianych
** – dotyczy słupów metalowych i betonowych

 

Śmietanka komarów w Kralupach,
Ze smakiem przebiera w krwi grupach,
Spijając się dopiero,
Gdy dawca grupy zero,
Koniakiem* zaleje się w trupa

* – chodzi o tzw. czeskie koniaki, które są na tyle tańsze od koniaku prawdziwego, że zdefiniowana w utworze śmietanka komarów może być całkiem liczna

 

Był dziadek w miasteczku Kralupy,
Co z włoskich orzechów jadł łupy,
Więc w szczęce momenty miał zgrzytów,
I wstręty wciąż czynił jelitu,
W tym skręty od wiktu do kitu*

* – ten ostatni utwór (wyjątkowo z podmiotem ludzkim) powstał z inspiracji przyjaciela K.R. nalegającego na napisanie limeryku z wyrazem, który przeciętnemu Polakowi ze słowem „Kralupy” rymuje się jako pierwszy – jednak na literalne użycie tegoż wyrazu autor się nie zdecydował

 


 

Bociany – kilka limeryków o jednym i tym samym, ale z różnymi komentarzami

 

W małej kafejce na wyspie Krecie
Bocian, co stale dłubie w tablecie,
Rządzi portalem ”Chciane Dzieci”
Gdzie dostaw dzieci nie ma „jak leci”,
Ale w kolejce polubień* w necie

* – bardziej światowo byłoby tu napisać „lajków”, ale nie pasuje to ani do rytmu ani do melodii utworu. Czytelnik upierający się, że bocian na Krecie po polsku nie kuma, w miejsce wyrazu „dłubie” może wstawić „drapie”, a w miejsce „polubień” wstawić greckie „αγαπη” (czytaj: „agapi”)

 

Zawala bocian spod Tirany,
Albańskiej demografii plany,
Przynosząc dzieci na piechotę,
Odkąd w Inspekcji Pracy Lotem
Wyszło, że jest rozklekotany*

* –opisaną tu historię można by prymitywnie skomentować parafrazą przysłowia, mówiąc: „bocian, który dużo gada, mało dzieci nosi”. Jednak sprawa jest głębsza, gdyż istotnie, liczba mieszkańców Albanii od ponad 20 lat systematycznie maleje; a to być może z powodu wyśrubowanych wymagań dotyczących stanu technicznego obiektów tam latających…

 

Bocian w koszarach gdzieś na Mazurach
Dzieci przynosi spoko w mundurach,
Z orzełkiem wpiętym krzywo na czapkę
Na tak głęboko łapczywą żabkę*,
Że widać tylko cień mu pazura

* – w odróżnieniu od w/w żabki, koszarowy bocian nie jest łapczywy i w służbie obronności żabkę od ust (tzn. od dzioba) odjąć sobie potrafi

 

Wprost z nieba, pod słońcem Osaki
Gorące brał bociek dzieciaki,
Lecz w locie nie bardzo był żwawy*,
I dzieciak, w czas ziemskiej dostawy,
Kapiące miał już powijaki…

* – przeciwieństwem bociana z powyższego utworu są bociany kamikadze, ale przynoszone przez nie dzieci podobno moczą się ze strachu jeszcze przez długie lata po wylądowaniu

 

Polskie bociany wieszczą za morzem,
Iż program „pięćset” w baby-sektorze
Nie da owoców prędzej jak w lecie,
Bo, żeby zimą tutaj przylecieć,
To bocian w życiu się nie przemoże!*

* – powyższy utwór pokazuje, że zwłoka we wprowadzaniu programu „pięćset” w Polsce, podparta jest dogłębnym zrozumieniem natury bocianów

 


 

Grudzień 2015

 

Osiołki - cykl limeryków z jednakowym rymem głównym i objaśnieniami

 

Osiołek pod wierzchem w Sudanie,
Przystawał na jeźdźca wezwanie,
Lecz zaraz w nosie miał muchy,
I pozostawał już głuchy
Na wezwań następnych litanie*

* litania – dłuższa wiązanka wezwań; jeśli nie nabożnych, to mocno nienabożnych

 

Zgrzanego osiołka w Paranie,
Dorwały w kąpieli piranie,
I tylko kopytka sauté*
Zostały nietknięte, bo te,
Piraniom spaprały by danie

* – sposób przyrządzenia kopytek wskazuje, iż osiołek był bardzo tłusty i zgrzany okropnie

 

Przekorny osiołek w Libanie,
W kościelnej był szopce na stanie*,
Gdzie w porach zamknięcia szopki
Wyprawiał na sianie hopki
Z kompanem, co miał go w baranie

* – znając przekorę osiołka można przypuszczać, że „gdyby był nie na stanie, to stałby nieprzerwanie”

 

Osiołek imama w Iranie,
Zaginał mu kartki w Koranie,
A kiedy został nakryty,
Wykryto w sposób niezbity*,
Że zaczął już trzecie czytanie!

* – dowodem rzeczowym były ośle uszy na kartkach Koranu


 

Ślimaczki z różnych kontynentów - cykl limeryków z pojedynczymi uwagami

 

Raz jeden ślimaczek w Europie,
Na „Shellu”* wszedł w plamę po ropie,
I odtąd, szalony aż z werwy,
Zasuwał do przodu bez przerwy
Gdyż pędny materiał miał w stopie*

* – można domniemywać, że w miejscu zdarzenia ślimaczek czuł się jak w domu, gdzie na osłabienie hamulców łatwiej można sobie pozwolić

 

Chciał mały ślimaczek w Afryce
Na zebrze przeskoczyć ulicę*,
Lecz zanim nasunął nań nogę,
Sprzed nosa mu zebrę-niebogę
Sprzątnęły zgłodniałe dwie lwice

* – podobno w ciepłych krajach ślimaki faktycznie wolą przekraczać ulice w miejscach oznaczonych zebrą, gdyż jasne pasy lepiej odbijają promienie słoneczne i są chłodniejsze, a ślimak - jako istota nieparzysto-nożna - parzenia się w nogę nie znosi

 

Lśniący ślimaczek z Ameryki
Tańczący cza-czę w rytm muzyki
Nie porysował by muszelki
Gdyby mocował ją na szelki,
Spięte przez piętę na guziki*

* – w środowisku ślimaka guzików bezwzględnie brakuje, licznie występują natomiast żabki, które jednak ślimakowi nie w głowie (co innego na odwrót). Gdzieniegdzie są też krokodylki, ale to już zupełnie inna liga

 

Na winnym jabłku*, wpadł ślimak z Azji,
W wynaturzony kanał fantazji,
Że uwolniony z owocu dżin,
Przeczyszczający rozlał w nim płyn
I sczyścił muszlę mu przy okazji

* – z tych dwóch słów dowiadujemy się już na wstępie, że opisanemu dalej wynaturzeniu winne jest jabłko

 

Był mały ślimaczek w Australii
Co jeden* centymetr miał w talii,
Zaś z ciała w obszarze nogi
Wyciągał liczebnik wręcz mnogi,*
By tylko zwiać żabie-kanalii!

* – rasowy fizyk mógłby się czepiać, że dokonane tu zestawienie wielkości o wymiarze długości (rozmiar talii) z wielkością bezwymiarową (liczba nóg), jest bez sensu. Żaba natomiast czepia się ślimaka bez oglądania się na wymiary


 

Krakowskie kopce – przekładaniec historii zwierzęcych z historią (ze słowniczkiem*)

*- słowniczek trudniejszych nazw i terminów znajduje się na końcu

Z ojcowskiej ziemi pod Zakopcem,
Migrował kret przez ziemie obce,
Aż się dokopał do Krakowa,
Gdzie hiper-stopa jest życiowa,
O czym krakowskie świadczą kopce

 

Wygraża muszkom z Kopca Kościuszki
Kosarz prężący smukłe w sztorc nóżki,
Lecz muszek tuman,
I tak nie kuma,
Czy czcze czy nie czcze są to pogróżki…

 

W lokalu disco za Kopcem Wandy
Osa, skąpana w koktajlu z „Brandy”,
Stanęła żądłem w gardle Niemiaszka,
Co chciał do rana gustować w Laszkach
Rozdając nisko im Niderlandy

 

W wiosenne dzionki, Kopiec Krakusa,
Obłażą stonki „made in USA”,
Czując podobno, że niejaki
„Krakus” kopcował tutaj ziemniaki,
Grubo przed czasem Columbusa

 

Myszy z Kopca Piłsudskiego
Nie lękają się niczego,
Bo ostatnia tam sierota,
Wie, że Pan popędził kota
Armii Związku Radzieckiego!**

** – autor utworu dobrze wie, że gdy ś.p. Marszałek „popędzał kota” to Związek Radziecki jeszcze nie istniał - ale myszy z Kopca w tej akurat sprawie wiedzą swoje

Słowniczek trudniejszych nazw i terminów (w przybliżonej kolejności ich pojawienia się w tekście):
Zakopiec – dawne młodzieżowe określenie Zakopanego, przez dzisiejszą młodzież nie stosowane
kosarz – owad z rodziny pajęczaków, mający osiem odnóży, każde w kształcie narzędzia używanego w czasie pokoju przez kosiarzy a w czasie wojny przez kosynierów
Wanda – tu: słowiańska dziewczyna znad Wisły, do której się rzuciła nie mogąc się z nie znającym języka przybyszem dogadać ani trochę (i stąd się wzięło polskie słowo „Niemiec”), a co dopiero co do ślubu
Laszka – dawniej: Polka, nazwa używana w krajach ościennych graniczących z Polską od południa i wschodu
Niemiaszek – cudzoziemiec z kraju ościennego graniczącego od zachodu, w kontekście terminu „Laszka” rozumiany jako ciało szczególnie obce
Niderlandy – kraj nisko położony, przy tym odległy i na tyle niepodległy, że jego dawanie jest gołosłowne (patrz: Henryk Sienkiewicz „Potop”, str. … w każdym wydaniu inna)
stonka – owad żerujący na ziemniakach (względnie na kartoflach), według Związku Radzieckiego złośliwie zrzucany przez imperialistów z USA na pola uprawne krajów demokracji ludowej
demokracja ludowa – pojęcie nie dające się wytłumaczyć w żaden sposób
Columbus (ang.) – Krzysztof Kolumb, historyczny odkrywca Ameryki, z której później przywieziono do Europy m.in. ziemniaki, dolary, stonkę, Coca-Colę i F16 (tzn. te ostatnie przyleciały głównie o własnych siłach)
Związek Radziecki – państwo (lata 1922-1991) za wschodnią granicą Polski, największe jakie kiedykolwiek istniało na kuli ziemskiej (pow. ok. 22 mln km2). Niczego dobrego stamtąd nie przywieziono


 

Listopad 2015

 

Limeryk z esejem lingwistycznym, komentarzem i porażką

Korzystał zakonnik w Karpatach
Z habitów po zmarłych współbratach,
Zaś habit na siebie skrojony,
Do trumny miał już odłożony
By w świeżych żyć szatach w zaświatach

Esej lingwistyczny:
Zapisując w/w limeryk w edytorze MS Word 2007, zostałem automatycznie ostrzeżony o błędzie, jakim miałoby być napisanie słowa „współbratach”. Spróbowałem więc wpisać „bratach”, i reakcja Worda była identycznie surowa.
Wyjaśnię, że słowa „bratach” użyłem jako miejscownika liczby mnogiej rzeczownika „brat”. Ogólnie, w rdzeniu rzeczownika „brat”, w dwóch ostatnich przypadkach liczby pojedynczej głoska „t” ulega wymianie na „ci” (o bracie, bracie!), zaś w liczbie mnogiej, głoska „ci” występuje we wszystkich przypadkach, również w miejscowniku (np. gdy mówimy lub myślimy „o braciach”). Sądzę jednak, że w opisanej przeze mnie sytuacji (noszenie habitów po „…”), forma „bratach” jest równie, a może nawet bardziej poprawna niż „braciach”.
W moim odczuciu, zamiana „braciach” na „bratach” (a więc użycie w rdzeniu głoski „t” zamiast „ci”) nadaje rzeczownikowi (w liczbie mnogiej, przypomnę) swoistą aurę pojedynczości. A bracia w powyższym limeryku występują bardzo indywidualnie, bo przecież habity były dziedziczone („po”), zaś przypadki odziedziczania są zwykle odosobnione (w sytuacji np. wspominania „o”, takie odosobnienie już nie zachodzi). Nawet jednak w sytuacji „dziedziczenia po”, forma „braciach” jest często bardziej adekwatna (kiedy np. dziedzicząc dom „po braciach” nabywamy ich dobro wspólne, lub nosząc koszulę „po braciach” (którzy np. z niej po kolei wyrośli) używamy koszuli, w której chodził więcej niż jeden brat). No, ale habit zakonny to co innego – tu każdy brat ma swój. Zaś z kontekstu wynika, że bohater odziedziczał po jednej sztuce (chyba, żeby więcej braci zmarło/zginęło jednocześnie, ale o tym nawet nie myślmy). Tak więc uważając, że błędu nie popełniłem, przyznaję iż sytuacja, w której lepiej użyć wyrazu „bratach” niż „braciach”, jest naprawdę rzadka.
Przedstawiona tu analiza dotyczyła niuansu odmiany rzeczownika „brat”, ale odnosi się też do rzeczownika „współbrat”, którego deklinacja jest identyczna. W języku polskim istnieje jeszcze „psubrat” – lecz to już inny przypadek człowieka (i inna odmiana rzeczownika przez przypadki), tak więc zupełnie inna bajka…

Komentarz:
Wiedząc, że nie jestem polonistą ani nie czytuję fachowych pism dotyczących języka polskiego, zdaję sobie sprawę, że spostrzeżenia zawarte w powyższym eseju – jeśli w ogóle słuszne - dla fachowców są zapewne banalne i nie są żadnym odkryciem Ameryki. Skomentuję to taką rymowanką: „jeśli nie potrafisz odkryć Ameryki, to traf se na afisz pisząc limeryki”

Porażka:
…i w tym momencie, edytor MS Word 2007 bezceremonialnie podkreślił mi wyraz „se” jako niepoprawny…. no, ręce opadają…

 

Limeryk z dopiskiem

Dobrze dojrzała frau z Mannheimu
Szmat ciała miała do wynajmu,
Z najemcą wszak się nie cackała,
Bo brała z góry, i spadała
Kiedy widziała, że brak jaj mu…

Dopisek:
A jak jej gość w obliczu bladł, nie rozpinała nawet szat,
Delikwent zaś w rozdarcie szat w obliczu własnych wpadał strat

 

Limeryk z refleksją i oświadczeniem

Żona barona w Duesseldorfie,
Przy rozżarzonym w kominku torfie,
Z gronem kowali, cała spłoniona,
Stale puszczała męża w balona,
Zanim nastali bracia Montgolfier*!

            Refleksja: „…I wciąż sobie zadaję pytanie: co było pierwsze - balon czy puszczanie?”

Oświadczenie: *- uważny czytelnik spostrzeże zapewne, że w słowach „Duesseldorfie” i „Montgolfier” akcent zasadniczo wypada w różnych miejscach (we francuskim słowie „Montgolfier” – później), i chcąc utrzymać rytm utworu, „Montgolfier” trzeba zaakcentować z polska. Cóż, autor może jedynie oświadczyć, że nic na to nie poradzi.

 

Limeryk z moją miejscowością i przypisami

Pewien stróż* z Eko-Strefy** w Goślinie***,
Ululany powietrzem w „Biowinie”****,
Choć na zmiany budzików brał zasób,
Budził ledwie na zmianę się czasu,
I jak już, to wiosenną jedynie

(Murowana Goślina, w listopadzie 2015)

Przypisy:*****
*- wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe
**- tu: Specjalna Strefa Ekonomiczna, Murowana Goślina, ul Polna
***- chodzi rzecz jasna o Murowaną Goślinę (w pobliskiej Długiej Goślinie Eko-Strefy** ani Biowinu**** nie ma!)
****- W.Z.F. Biowin S.A. – zakład produkcji spirytusu (Murowana Goślina, ul. Polna 21)
*****- przypisy adresowane są głównie do czytelnika zamiejscowego; czytelnik miejscowy może****** je pominąć
******- nie dotyczy przypisu „*”

Uwaga na marginesie^: z doniosłej roli przypisów w pewnych gatunkach literatury innej niż piękna^^, autor powyższego limeryku zdał sobie sprawę po lekturze godnej polecenia książki „Wstęp do imagineskopii” (wydanie I-sze w latach 70-tych XXw., wydanie IV-te jeszcze dostępne)

^- z uwagi na brak marginesu, „uwagę na marginesie” w niniejszej edycji zamieszczono poniżej przypisów, czyli powyżej (przyp. red.)
^^- co nie znaczy, że brzydkiej (przyp. aut.)

 

Limeryk z moją poprzednią miejscowością i przypisami

Postrachem dla miasta Gliwice,
Był pysznie zakuty w stal rycerz,
Co świeżą wciąż zadrę miał w minie,
Choć nosa zadzierał jedynie,
Gdy dźwigał lub spuszczał przyłbicę

Przypisy:
…właściwie niepotrzebne, jedynie czytelnikowi dociekającemu, czy w/w stali zbrojeniowej nie wyprodukowała czasem gliwicka „Huta Łabędy” wyjaśnię, że zachodzi tu tzw. „splątanie czasów” (ang. entanglement of time)

 

Limeryk z moją pierwszą miejscowością

Wpadł pan feudalny*, na wozie na koźle,
W poślizg feralny w nawozie** po koźle,
I tyle razy był koziołkował
Póki mu w głowie nie wykiełkował
Do dziś legalny herb miasta Koźle!

Przypisy:
*- chodzi konkretnie o właściciela ziem nad Odrą (w języki mniejszości niemieckiej: „Feudau am Oder”)
**- to, że w dzisiejszym Kędzierzynie-Koźlu działa wielka fabryka nawozów sztucznych, z powyższym incydentem związek ma co najwyżej luźny

Ilustracje:

Ryc. 1. Herb miasta Koźle (obecnie: Kędzierzyn-Koźle)

 


 

               Agnieszka Radwańska wygrała wielki turniej "Masters", pokonując w finale Czeszkę, Petrę Kvitovą

Tenisistka maleńka z Krakowa,
Co niejednej pod rękę się chowa,
W Singapurze, fruwała po korcie,
Aż wyrwała wisienkę na torcie
Z dedykacją: "Wymiękłam - Kvitova"

 

Poseł, co pierwszy dostrzegł na Krecie,
W emerytalnym dziurę budżecie,
- Że sejm pauzował, bo był to piątek -
Zaproponował sam na początek
Skrócenie życia własnej kobiecie!

 

Pewien wikary na czubek wszedł Śnieżki
A nadto w duszę zbłąkanej tam Czeszki,
I odkąd ona rzekła mu “Ano!”,
W klerze zaś zeń zrezygnowano-
Noszą do pary łatane komeżki

 

Przez „Windows”, cieć z Kuwejtu,
W e-sieć lał morze hejtu,
Aż ktoś mu w drzwi otworze,
Zawiesił piach we worze
Z adresem „Może lej tu…?”

 


 

Październik 2015

 

Konkurs chopinowski, młody Koreaniec
Rozstrzygnął koncertem „e” na fortepianie,
Siejąc wiatr boski w pudle „Yamaha”
Tuż pod ojcowskim spojrzeniem Lacha,
Co w zacne zmachanie na drugim wszedł planie

 

Zimnej Majce z wioski Korzonek,
Spod pantofla prysnął małżonek,
I do gorącej trafił Emilki
Co owinęła go wokół szpilki,
By w jej bajce służył za pionek

 

 

Trzy limeryki z krótką miejscowością

W Austriaku trzeźwym w Graz,
Łyk koniaku to już kac...
A tył głowy rwą mu nerwy,
Że jest kac, a brak był przerwy
W umysłowych pełni władz!...

 

Gość, co dość miał we wsi Kup,
Namokniętych krup ze zup,
Złość, na odlew biorąc wazę,
Skrupiał żonie pod obrazem,
Gdzie ich zdjęty wisiał ślub

 

Agrotechnik jeden w Sion,
Gdy w paznokcie wszedł mu glon,
Aż po łokcie wstrzymał mycie,
I wyciąga z palca w szczycie,
Do dwóch deko eko-plon

 

 

Sześć żon szejka w Casablance,
Kąpie pana w wonnej piance,
I traktuje miękką gąbką,
A wybrana – jego ząbkom
Biały make-up robi w szklance

 

Piłkarze Bruk-Betu Nieciecza,
Do wczoraj z boiskiem gdzieś w mleczach
Od krzaków porzeczek po rzeczkę,
Dziś dają w kolejnych znać meczach,
Gdzie mają ligową poprzeczkę
     (…polska ekstraklasa 2015/16…)

 

Chińczyk, na którym w Wuhan
Na noc przysiada mucha,
Wpada w stan zasypiania,
Kiedy w miejsce bzykania
Cisza zapada głucha...

 


 

Koniec września 2015

 

Tnie się w Sopocie, w jednym patriocie
Oflagowanym wkoło na płocie,
Żyłka odlotu w łopocie z płotu,
Z zespołem wraku w braku polotu
Gdy flak mu z flag się robi w słocie…

 

Głodomór na diecie w Pretorii
Trzy kilo jadł kilokalorii,
Najchętniej w postaci kapusty,
Gdyż bez niej, brzuch mając za pusty,
Czuł syty się tylko w teorii

 

Strażnik, co słoik ma z marmoladą
Za płótnem Goyi w Muzeum Prado,
Boi się, że gdy ludzie się zwiedzą,
To zwiedzający go objedzą,
A swoi jeszcze i objadą….

        Madryt, 19.09.2015

 

Wkłuł sobie agnostyk w Licheniu,
Wbrew Pismu o duszy zbawieniu,
W siedzeniu tak ostry tatuaż,
Z napisem „Ja duszę mam tu aż!”,
Że duszno mu aż w podniebieniu

 


 

Ostatni dzień sierpnia 2015

 

Nachodził bałamut w Mąkolnie,
Sąsiadkę swą z góry namolnie,
Aż zręcznie zadała mu Colę
Z mrożoną w niej kulką na mole,
I z buta przygrzała oddolnie

 

Spory billboard, w drodze do wsi Bajorki,
Intryguje krótkim hasłem “aktorki”,
A dopiero za ostatnim zakrętem,
- Niewidocznym sprzed zakrętów fragmentem-
Precyzuje, że w grę wchodzą traktorki…

 

Szwedzki kucharz, w Kampuczy
Ostrej kuchni się uczył,
Co do szwedzkich zaś smaków:
Kasę ciął na zmywaku,
Jako spec od popłuczyn

 

Cerber w night-clubie na Ibizie,
Laski przepuszcza albo gryzie
W rytmie kaprysów swojej żony,
W ciemno nadgryza zaś matrony
W świetle zapisów w intercyzie

 

Karny husky, w Sacramento,
Raz kiełbaski zwinął pęto,
Lecz już odtąd nic nie kradnie,
By, gdy z drugą winą wpadnie,
Pierwszej mu nie wyciągnięto

 

Anestezjolog w Ensenadzie
Usypiał kobiet parę na dzień,
A jedną wciąż pozbawiał snu,
Chcąc by się oddawała mu
Przy całonocnej serenadzie

 


 

Lipiec/sierpień, 2015

 

Z remontu mojej łazienki

Dom w skraju Murki, w murze z kranem,
W Kraj Rad miał rurki zakutane,
A gość, co robi tam remonty,
Przegląd ma lat osiemdziesiątych
Choć wiadomości z rur są rwane ...

 

Protetyk z Trynku, w kominka wnękę,
Powstawiał szczęki w deseń w sosenkę,
A kumple mówią o tym dizajnie,
Że dym w kominku gryzie niefajnie,
I że do wnęki podchodzą z lękiem ...

 

Letni skoczek spod Karpacza,
Chcący w locie udać macza,
Gdy zaskoczył w progu żabę
Zmoczył uda nagle słabe,
Co clou macza mu wypacza!

 


 

Lipiec, 2015

 

Wspinacz w Tybecie w mnisim wucecie - tryptyk

Zastał wspinacza, mnich w Tybecie,
Z czekanem w ścianie w mnisim wucecie,
I rzekł, pod oblodzonym murem,
Że klasztor, na infrastrukturę,
Czarną przeznacza dziurę w budżecie

 

Zastał wspinaczy, bramin w Tybecie,
Dwóch z czekanami w ciasnym wucecie,
I rzekł, że kto w przybytku ściany,
Wtłacza namiętnie się w dwa czekany,
Zniesmacza wszystkie osoby trzecie

 

Zastał wspinaczy, lama w Tybecie,
Stu z czekanami w mrocznym wucecie,
I rzekł, że jeśli któryś z lamów,
Wpadnie w rozpędzie w ten las czekanów,
To będzie dramat jak w Makbecie

 

 

W służbie w MON, Elizę z Barda,
Z twarzą z mistrza Leonarda,
Zarażono wpół uśmiechu
Zgryzem dziadka do orzechów,
O twardości „Leoparda”

 

Limeryk tragiczny

Pod ziemię, rolnikowi z Lizbony,
Tragicznie się zapadły trzy żony,
Policja zaś trzykrotnie przyznała,
Że w miejscu, gdzie zalegał trup ciała,
Faktycznie, grunt był mega-spulchniony

 

Chudy Łukaszek pod Piasecznem,
Zjadł w porcjach kaszek ząbki mleczne,
I znów przez smoczek musi jeść,
A w kiszkach mu zębata treść
Rytmy grzechocze nietaneczne…

 

Serc damskich łowca na Borneo,
Damy czarował jak Romeo,
I komasował na balkonie,
Który w figowca miał koronie,
Póki mu drzewka nie przegięło…

 

Pyzata pannica w Pyrzycach,
W popiersiu dwa słońca ma w licach,
A w rzeźbie całości,
Jej sumą krągłości
Jest klata z par sierpów księżyca

 

Wpadał jąkała z Łopuchowa
Do pań samotnych na dwa słowa…
A, że wymowa mu rwała się,
Dowód w niejednym jest bobasie,
Co w międzyczasie im zmajstrował.

 

Bezbożny Jerzy, z górki w Chabówce,
Jak wpadł w sznur jeży na wyścigówce,
Uwierzył w świat pozagrobowy,
I z tyłu uderzonej głowy,
Stale anielskie grzmią mu hufce

 


 

Kwiecień/maj 2015

 

Wielkanocne rozmaitości jadalne

Kocha gej ze wsi Gaj,
Wielkanocnych wzory jaj,
I po maj, muzą dlań,
Najdojrzalsza jest tam z pań,
Bowiem jej wciąż są naj…

 

Kucharczyk z Parmy, co smak miał nikły,
Święci Wielkanoc robieniem ćwikły,
A tak właściwie: karmy do chrzanu,
Przez natarczywy smak parmezanu,
Którym pokarmy chrzcić jest nawykły

 

W Wielkanoc, gdy damie z Wiewiórek,
Jak kamień się upiekł mazurek,
Rodzinka, co była z Opola,
Chwaliła owego kamola,
Że chrupie jak słodki marmurek

 


Raz w dobę, asceta w Paryżu,
Dwa ziarnka sypkiego jadł ryżu,
A picie, co w tycie lał ciało,
Jedzenie z trzech dób w nim sklejało -
I z tego burczało mu w krzyżu

 

Właściciel tartaku spod Młocin,
Herbatę o smaku pił trocin,
A jeszcze suszone brał wióry,
I latem przykładał do skóry,
By komfort czuć braku wypocin

 

Bibliotekarce miejskiej w Kole,
W kurzu, po kątach lęgną się mole,
Ta zaś, z utkwionym w biurku półwzrokiem,
Kąty omiata drugim swym okiem,
Co zezowate jest i sokole

 


 

Wielkanoc 2015

 

Bezpiecznie żył rycerz ze Zgierza
Bo nigdy nie ściągał pancerza,
I każdy waleczny mąż, który
Chciał dobrać się jemu do skóry,
W lot stwierdzał, iż ta jest nieświeża…

 

Anorektyczka jedna w Tikricie
Co nikłe miała w szybach odbicie,
Przelatywała przez nie niechcąco,
Aż jeden chirurg, na bieżąco,
Musiał jej ciała łatać poszycie

 

Kustosz wawelskich wnętrz zamkowych,
Do zwiedzających mówił z głowy,
Z tym jednak, że w godzinach szczytu,
Wiedzę częściowo brał z sufitu,
Gdzie głów miał zestaw zapasowy

 


 

Marzec 2015

 

Szczerbatej wdowie, dentysta w Rzgowie,
Naprawiający zęby ołowiem,
Taki masywny wmontował mostek,
Ze wdowa musi stawać na głowie,
By nie ogryzać swych własnych kostek

 

Limeryk egzystencjalny

Bytom się żeńskim, proboszcz z Prateru,
Zdradzał z zamiarem odejścia z kleru,
I, ufające w niebiańską premię,
Sprowadzał męskim czarem na ziemię,
Zaś niewierzące - wprost do parteru

 

Od jąkania drgawki miał Fin,
Więc w wakacje jechał do Chin,
Gdzie chińszczyźnie zdawał się płynny
Magią czkawki, gdy mu uczynny
W racje kawki wdawał się dżin

 

Krótkowidząca śpiewaczka

Z wysiłku przy forte w La Scali
Gdzieś gubiąc kontakty do dali,
Taktowne zbierała oklaski,
I kwiaty rzucane jej z łaski
O ile w nią ludzie trafiali…

 

Cielęce oko, doktor w Kordobie
Puszczał do zgrabnych badanych kobiet,
Zaś, by pacjentki tak przyjęte,
Nadto nie czuły się dotknięte,
Ręce głęboko trzymał przy sobie

 

Był drobny generał w Bilbao,
Którego się wojsko nie bało,
Bo chociaż, dla groźnej postury,
Trzy sztywne ubierał mundury,
To w środku mu wszystko wisiało

 

Żył ongiś pigmej w Gabonie,
Widocznie wciąż zgięty w ukłonie,
Z objawem lekkiego skłaniania
W kierunku się prostowania,
Zaocznie miewanym na stronie

 

Z wianuszkiem kobiet, alfons z Pakości,
Żył z trzech wymiarów ich okrągłości
I w trzypiętrowe wchodził rachunki…
Jednocyfrowe miał zaś stosunki
Z płaskim wymiarem sprawiedliwości

 

 

Limeryki beskidzkie śląsko-żywieckie

 

Wcina się ostro drwal pod Zwardoniem,
W świerkowe słoje w letnim sezonie,
Zimą zaś wcina, we wsi Laliki,
W zwolnionym tempie dżemu słoiki,
Po których tępo drzemie przy żonie

 

Poznaniak, co posiadł daczę
Z widokiem na Wielką Raczę,
Powiada: „Widok tu błogi,
Z Poznania dojazd jest drogi,
A ja nie płacę a patrzę!”

 

Szacunek, od Soli do Czadcy
Miał owczarz, co z miną wszechwładcy
Barany zaganiał do kupy…
Lecz w środku swej własnej chałupy
Był w roli najwyżej doradcy

 

Żyje wielebna matka w Istebnej,
Z różańcem w ręku w konfekcji zgrzebnej,
A jeśli czasem pokus ma dzionek,
By nie odmawiać sobie koronek,
Wplata je tylko w części chwalebnej

 

Załatwił kotu, góral ze Szczyrku,
Wieczny spoczynek wprost w kocim żwirku…
Z premedytacją, w chłodnym odwecie,
Za to, że zwierzak, zamiast w kuwecie,
Wiecznie załatwiał się w ludzkim wyrku!

 

Pulchny rzeźbiarz pod Milówką
Utknął z dłutkiem za lodówką,
Gdzie zmuszony był pozostać
Aż wyrzeźbił szczupłą postać
Posiłkując się głodówką

 


 

Późny grudzień 2014

 

Zjazdy i węzły autostradowe A2 na odcinku Warszawa-Poznań

 

Konotopa

Homeopata z Konotopy,
Handlarz wyciągiem z końskich kopyt,
Gdy jakiś klient wyciągnął swoje,
Odnotowywał z niepokojem,
Że o dwa oczka spadł mu popyt

 

Wiskitki

Gdy z przyjściem wiosny, w gminie Wiskitki,
Gnojówka stapia rolne użytki,
Drogówka wtapia na alkomatach,
Bo w bezlitosnych tam aromatach,
Człek, choć radosny, oddech ma płytki

 

Stryków

Gdy się sprowadził do Strykowa
Szybki, lecz mało bystry kowal,
Ktoś towarzysko puścił plotkę,
Że kowal zdąża tępym kuć młotkiem
Wszystko, co mu pomyśli głowa

 

Modła

Pewna Sędzina z wioski Modła,
Nieabstynencki żywot wiodła,
A jak o winach wyrokowała,
To od białego w tle czerwieniała,
Do państwowego pijąc godła

 

Krzesiny

Koło Poznania, pod Krzesinami,
Niebo się kłania przed lotnikami,
Co nad A-dwójką, na wyścigi,
Z komunikacją w czwórkach na migi,
Kręcą ósemki F-szesnastkami

 


noblowska katastrofa
warszawska                                                                                                              

 

Grudzień 2014

 

Limeryki staropolskie i sielskie

 

Słynął przed laty szlachciura z Mławy
Tym, że gorzałkę, dzbankiem do kawy,
- Gdy w wygolonym dobrze miał czubie –
Lał higienicznie w kołnierz na szubie,
Co był włochaty i mocno wszawy

 

Żył w folwarku Koziebrody
Chłop szlachetnej tak urody,
Że potomne jemu dziatki,
Wiarołomne miały matki,
Oraz świetne rodowody

 

Skrzydła do szarży, husarz z Nieświeża,
Przypiął lękliwie z przodu pancerza,
A gdy z wierzchowca łypnął ku wrogom,
Koński przed siodłem obejrzał ogon,
Bo koń szarżować też nie zamierzał

 

Ordynat majątku „Czerepy”
Gdy pańskiej momenty miał krzepy,
Z miłosnych po krzakach wybryków,
Z kolekcją urwanych guzików,
Wychodził zapięty na rzepy

 

Szlachciance z zaścianka Słomniki
Szemrały z zaświatów umrzyki,
Więc zręcznie imała się kosy,
I ręcznie zliczała ich głosy,
Na ściance stawiając krzyżyki

 

Październik 2014

 

Muzycy

 

Słynny na całą Kalifornię
Pełną kukułek ma trębacz waltornię,
Co koncertowo się chowają,
Ale czasowo nie kukają
Bowiem nadęte są potwornie

 

Zgrabna skrzypaczka, rodem z Wieliczki,
Grając z zacięciem kwartet na smyczki,
Wzruszy twe oko wcięciem w spódniczce,
Lecz, że na oko stroi też skrzypce,
W uszy głęboko załóż zatyczki!

 

Krakowskie gołębie, grajkowi pod murem,
Siadają na flecie, gruchają mu chórem,
A jak jest do przodu w koszyku dochodów,
Wtrącają mu w dochód trzy grosze odchodów...
Bo gołąb już taką ma wredną naturę

 

Pewnej pianistce z Leśnej Góry,
Myszy wygryzły w nutach dziury,
Przeto pianistka, odwetowo,
Wygryzła mysz komputerową
Działaniem z samej klawiatury

 

Nerwowy dyrygent w Łańcucie,
Gdy słyszał w najcichszej fałsz nucie,
Ataki pod frakiem miał drgawek,
Widoczne u dołu nogawek,
Zaś górą czuł kłucie w batucie

 


 

Późny wrzesień 2014

 

Tancerki hot-gogo

 

Tancerka hot-gogo z Samoa,
Co w samym dusiła się boa,
Pobiła matoła
Co wołał: „bądź goła!”
A boa z niej ściągnąć nie zdołał

 

Tancerka w czerwonym kapturku
Pląsała w hot-gogo pod Turku,
Gdzie oddech co cztery numery,
I wilka na cztery litery
Łapała na zimno na murku

 

Tancerka w club-gogo w Bombaju
Jak kobra się wiła na haju,
A człowiek, co był z nią w duecie,
By grą ją zaklinać na flecie,
Z wrażenia dostawał liszajów

 

Tancerka hot-gogo z Lubawki,
Puszczała królika z nogawki,
Lecz królik jej naszczał w nogawkę
I trafił za karę w potrawkę,
Tancerka zaś poszła w odstawkę...

 

 

Kurze dyrdymałki

 

Suszą w wiosce Suszek Duży
Gospodarze nawóz kurzy,
Który służy, kiedy słota,
Pochłanianiu wody z błota
Z dróg, spod płota i z podwórzy

 

Rzekł hodowca kur z Cordoby:
„Piór powpycham kurom w dzioby,
By stłumiony tembr ich gdaku
Brzmiał jak wtór pod chór świstaków”,
A kur zapiał „kurde, oby”!

 

Obejrzały dwa kurczaki
Posąg Nike z Samotraki
I uznały, że rzeźnicy
Byli dawniej nie tak dzicy
I, że mieli cool-tasaki

 

Pewien kogut we wsi Duchy,
Ma zwolnione, płynne ruchy,
Czym zbrzydzone kwoki gdaczą,
Że ten kogut to nie maczo,
Lecz słodzone, ciepłe kluchy...

 

W przodującej fermie w Kętach
W parach klują się pisklęta,
A jak są jednojajowe,
To wypada im na głowę
Po pół stempla producenta

 

Dziwnie dzika kura w Sjenie
Co miast piór ma uwłosienie,
Nie unika roli nioski
Lecz nie znosi, kiedy włoski
Kogut tyka ją grzebieniem!

 


 

Wrzesień 2014

 

Gliniarz w Zadarze robił kolaże
Z fotek cyklistek w fotoradarze,
A gdy cyklistką była nudystka,
To zatrzymywał dźwiękiem ją gwizdka,
I wlepiał z listka jej dekupaże

 

Stary satyr, na rynku w Calgary,
Przechodzące wybiera ofiary,
I pożera na sposób optyczny,
Zaś na sposób organoleptyczny,
Jest - jaki mówi - "cholera, nie jary"

 

Smakosz ratafii z Nawarony,
Potrafi działać nawalony,
A po karafie wytrawności,
Nawala mdlejąc z niestrawności,
Jeśli niewprawnie jest cucony

 


 

Sierpień 2014

 

Policyjne smerfy

 

Policjant-papa z wysp Papui,
Z uśmiechem w kształcie klap szczeżui,
Gotuje gary w aucie „Cadillac”
Licząc, że wpadnie mu choć na grilla,
Podróżna gapa z biura TUI

 

Policjant-pracuś z Nowego Jorku,
Wyżywa się gdy stoi w korku,
Tym, że wyszywa ornamenty
Na materiale trwale rozpiętym
Na czapce niczym na tamborku

 

Policjant-gapcio z Zielonej Góry
Zbrojny w kiszone bywa ogóry,
A to za sprawą drugiej połówki,
Która, by mąż nie gubił wałówki,
Wkłada mu cichcem ją do kabury

 

Policjant-wałkoń z Trypolisu,
Gromadzi dane do rysopisów,
Z których wynika, że zbrodniarze,
Pozasłaniane mają twarze,
Z bzika, dla szpanu lub kaprysu

 

Policjant-siłacz ze Sri Lanki,
Testuje wszystkie nowe kajdanki,
A z rozerwanych jego ramieniem,
I powiązanych gratis rzemieniem,
„Made in Sri Lanka” są skakanki

 

Policjant-ci ja, w Podczerwonem,
Piórko przy czapce nosi zielone,
Dodajmy, gwoli też ścisłości,
Że czapkę, dla przyzwoitości,
Orłem wywija na lewą stronę

 

Policjant-złośnik spod Navarry
Służbową pałką bije komary
A gdy ktokolwiek pyta go się,
Czemu akurat muchy ma w nosie?
„Much” – rzuca – „nie są takie aż chmary”

 

Policjant-mędrek, z Wanuatu,
Szacuje, że gdy z alkomatów
Wszystkie zsumuje się promile,
To biopaliwa wyjdzie tyle,
Że można wrócić by z zaświatów

 

Policjant-twardziel w Bukareszcie,
Tłum zatrzymanych ma w areszcie,
Więc gdy się natkniesz nań przypadkiem,
Lepiej wycofaj się ukradkiem,
Bowiem zatrzymać może też cię

 


 

Lipiec 2014

 

Żul, co w miesięcznej diecie w Kapsztadzie,
Tuszki chrabąszczy żuł w czekoladzie,
Burczące w brzuchu trawiąc posiłki,
Dziś nieporęcznej wygląd ma piłki,
Z której wystają nóżki owadzie

 

Zrzędzi przewrotnie filozof w Krakowie,
Że dzięki lotnie otwartej głowie,
Z wyklutych myśli, nim wdzieje im słowa
Wręcz bezpowrotnie mu wieje połowa,
I, że odwrotnie mają posłowie

 

Pewien literat z miasta Wronki
Obrywał z polskich liter ogonki,
Które przerabiał piórkiem na ptaszki,
Czym dość gremialnie przywabiał Laszki,
Zaś literalnie żył bez małżonki


 

 

Limeryki okołochemiczne

 

Pani Ala z Częstochowy
Tak ma marny piec węglowy,
Że obłokiem czarnej chmury
Kala wieżę Jasnej Góry
Kiedy sezon jest zimowy!

 

Handlarz walutą, który w Sopocie
Dolary mrozi w ciekłym azocie,
Twierdzi, że dolar tak mrożony,
Latami trzyma się zielony,
Oraz nie śmierdzi w żadnej kwocie

 

Najwyższy piłkarz z PZPN,
Miał kiedyś fantastyczny sen,
Że podczas szarży na brameczkę
Tak przypier.... czołem w poprzeczkę,
Że aż mu podawali tlen

 

Młody urzędnik ma w Szczakowej,
W głowie dwa stawy wody sodowej,
I po nich, gdy petentów słucha,
Sprawy, jak kaczki, z ucha do ucha,
Puszcza w relacji przelotowej

 

Wytwarza sprytny złotnik ze Śremu,
Z własnej hodowli kryształów krzemu,
Perfumowane trwale kolczyki,
A źródłem krzemu dla tej „fabryki”
Są niepłukane słoiki z dżemu …

 

Gdyby Dratewka, szewczyk z Salwatoru,
Użył nie siarki, lecz siarkowodoru,
I go podłożył w skórze barana,
To smok wawelski nie dożył by rana,
Lecz padłby w ciemno z powodu odoru

 

Zadbane panie z Gminnego Lasu
W nadmanganianie się kąpią potasu,
Od biedy w solach, a od parady
W pianie z odczynem w słabe zasady,
Łamane klinem winnego kwasu

 

Jak podaje Biały Dom
Z Pentagonu znika brom....
Sprawca wprawdzie jest nieznany,
Lecz najbardziej podejrzany
Polski jest batalion „Grom”

 

Pisał wzięty redaktor w Pakistanie,
Że był znalazł naczynie po uranie,
A gdy wyszło, iż zmyślił ociupinę,
Bo naprawdę chodziło o urynę,
To napisał, że pisał na kolanie...


 

Czerwiec 2014

 

Po przepiciu, muzykowi w Berlinie,
Grają w berka białe myszki w pianinie...
A on, w miejscach gdzie uderzą młoteczki,
Rozprowadza, przy użyciu łyżeczki,
Grudki serka w dźwięcznych strun pajęczynie...

 

Jeden blady erotoman z Frankfurtu,
W sprawach seksu amatorem był hurtu,
Na detale mało przy tym uważał,
Przez co stale te detale odparzał,
I okłady musiał robić z jogurtu


 

Kwiecień 2014

 

Limeryk na każdy dzień tygodnia

Fryzjer ze Strzałek, co krzynę działek
Golnął z niedzieli na poniedziałek,
A w śnie marudził, że goli rusałki,
Z głową się zbudził w sine przedziałki,
Bo trzeźwa żona znalazła wałek

Niedzielny komandos z Majorki,
Powracał ze skoków we wtorki,
Albowiem lądował w burdelu,
Gdzie znosił w przyziemnym go celu,
Spadochron ze wzrokiem w amorki

W zadupiu zwanym Leśna Woda
Wolna od handlu jest cała środa,
By upamiętnić wydarzenie,
Jak to w sklepiku „Pod Jeleniem”
Się zatrzymała na siku Doda

Jadłodajnia w mieście Herby Nowe,
Wydawała obiady czwartkowe,
Czasem aż do następnej środy...
A sezonowo stawiała lody,
Jesienią letnie, a latem - zimowe

Omylny saper, którego w Lądku
Mocno opalił granat przy piątku,
Przez weekend strzelał pomroczne miny,
Choć zdaniem pani saperzyny,
Jak by nie patrzeć, mąż wciąż był w porządku

Odwiedzał zdrowotnie Sopotnię,
Suchotnik w wieczory sobotnie,
By tańcząc na sucho kankana,
Przepłukać się pianą z szampana,
Do rana dwu- albo trzykrotnie

Komandos z Majorki, co wiele
Amorków wyskakał w niedziele,
Cmentarny od wczoraj ma pomnik,
Gdyż trafił okrakiem w odgromnik,
Na farnym, strzelistym kościele


 

Późny marzec 2014

 

Raz kominiarz z Jarocina
Odpadł z sadzą od komina
I bujając się na linie
Bujnej w dekolt wpadł blondynie
Co guzików nie zapina

 

Mały chłopczyk w Lübbenau
Na organkach ciągle grał
A był chudy jak fujarka
Bowiem w buzi, miast do garnka,
Ciąg do luftu raczej miał

 

Skromny konował, gdzieś w Stuttgarcie,
Do kobiet zdrowe żywił parcie,
Lecz, zdrowe mając gdzieś żywienie,
Z parcia startował w nadciśnienie,
Czym się dołował już na starcie

 

Zuchwały Mladen z Berchtesgaden,
Co się przedstawiał - „Ich bin Mladen” -
Nastawiał tresowane wrony
By porywały dzieciom balony,
Aż w końcu nawiał hen pod Aden

 

Pewien elektryk z miasta Bonn,
Spięty, gdy lgnął do cudzych żon,
Od własnej żony, po czwartym lgnięciu,
„Won!” – w małżeńskim usłyszał spięciu,
I jest spalony z pięciu stron!

 

Herr Katz, feldkurat z Friedrichstadt,
Gdy w mszę polową dął był wiatr,
Płynął w kazanie o szatanie,
Co wierzchnie porwać chcąc ubranie,
Spodnie akurat wziął mu skradł …

 

Plastyczny chirurg z kraju Basków,
Kształtował formę na babkach z piasku,
A gdy formował kształty na paniach,
Liczne fundował im zadrapania
Po grabkach, co je miał przy pasku

 


 

Środkowy marzec 2014

 

Wysmażył Eryk, kucharz z Gandawy
Zgrabny limeryk, a tak plugawy,
Że gdy go ktoś przeczytał wspak,
To długo mu nie wracał smak,
Wracały za to smaczne potrawy

 

Uchodził pewien gej spod Chemnitz
Za znawcę damskich dusz tajemnic …
A gdy trafiało mu się ciało,
Wymijające mówiąc - „Ciao” -
Uchodził żwawo ... i potem nic

 

Pewien kapitan z Wilhelmshafen
Pełną w u-boocie mundurów miał szafę,
W których sweet focie trzaskał na balach,
Ale najsłodszą machnął w koralach
Gdy jego okręt wjechał w rafę

 

Cienki szuler z Osnabrück
Miał w rękawie damę pik,
Co z karcianej grubej talii
Najszczuplejsza była w talii
I wchodziła mu na styk


 

Marzec 2014

Kolarze sześciu kontynentów

Kolarze w Amsterdamie,
Marychę paląc w bramie,
Lub inne krzepkie ziółka
Kupione w supersamie,
Dymiące kręcą kółka

Kolarze w Peszawarze,
Stosując kamuflaże,
Wtopieni między krowy,
Na kiepskim trotuarze,
Trenują bieg jałowy

Kolarze z Adelajdy
W kangurkach robią rajdy
Wsłuchani w szmer zębatki,
Lecz koniec mają frajdy,
Gdy wjadą na kolczatki

Kolarze w Zanzibarze
Na złote suną plaże,
By tam, całymi dniami,
W słonecznym piec się skwarze
We wzorki ze szprychami

Kolarze z Pernambuco,
Po kocich łbach się tłuką
Lecz czują luz w pedałach,
By pod cienistą juką
W wir samby puścić ciała

Kolarze z Arizony,
W pustynne ciągną strony,
Ażeby, sącząc wodę,
Opróżnić swe bidony,
I wrócić samochodem

 

Niewiasta smukła z Dukli
Fryzury chce się pukli
Do gołej wyzbyć skóry
Gdyż smukłość jej figury
Brak pukli uwypukli


 

Olimpiada 2014

Dwa medale za szybkość

Wjechały w annały światowe
Polaków srebrzysto-brązowe
Kolejki łyżwowe...
Czy takież osiągi
Krajowe mieć mogą pociągi?

 

Złoty Stoch

Gdy w Zębie miał roczek i smoczek
Nie wiedział, że będzie zeń skoczek...
A w Soczi jest smokiem,
Co lecąc nad stokiem,
O złoty zahaczył obłoczek!

 

Veni, Soczi, vici (klasykowalczyk)

Przybyła ze środka Europy
Do Soczi, gdzie śnieżne roztopy,
Wygrała jak chciała,
A doktor od ciała
Urządził jej w bucie raj stopy

 

Bródka z niespodzianką

Czy komuś by przyszło do głowy,
Że w Soczi tnąc chodnik lodowy,
Wszyściutkich rywali
Na nogach ze stali
Powali jak cios podbródkowy?

 

Dwa złote Stoch

Za czystą na skoczni robotę,
Wyciągnął przez tydzień dwa złote,
I z błyskiem obrazków
Z dwóch boków na kasku
Bombowym się stał Stocholotem!!


 

2014 02 10

 

Zawody miłosne męskie

Jest Igor w mieście Kęty,
Jak cięty kwiat zwiędnięty
Gdyż wigor w nim zaszczuła
Czesława, co nie czuła
Tej, co on do niej, mięty

...

Mirmiła z miasta Szczucin
Wprawiła w spleen mamuci
Ludmiła, gdy wyznała,
Iż to, czym Mirmił pała,
W niej w chuć się nie obróci

...

Stachowi, co ma żądzę
Ku Kachnie pod Grudziądzem,
Odmawia Kachna łona,
Bo Stach, jak mawia ona,
Nie pachnie jej pieniądzem

 

Zawody miłosne żeńskie

Do Władka z miasta Nakło,
Gdy Staszce rzekł on: „Ja kło-
potliwy jestem nocą,
Bo paszki mi się pocą”,
Uczucie Staszki zblakło

...

Iwonie z miasta Błonie,
Jan, z gwiazdką na pagonie,
Jak oddać chciała mu się
A w wianie i mamusię,
Oświadczył: „co to, to nie”

...

Już Bronka ze Straconki
Nie kwili jak skowronki,
Bo przeniósł Stan manatki,
W sikorki dom bogatki,
Co więcej ma mamonki


 

2014 01 28

 

Krokodylki

Raz jeden pantoflarz nad Nilem
Z miejscowym się starł krokodylem,
A potem, spytany o mendę,
Czy mocno zmieniła mu gender?
Odburknął: „o tyle o ile”

...

Drobnego bankiera z Indiany
Do zera gdy zżarły kajmany,
Szeptano, iż bankier ten drobny,
Na oko wątpliwie nadobny,
Na bank był uczciwie nadziany

...

Pułapką przezwany na panie
Krokodyl się chował w Paranie,
I z głową choć pływał zakryty,
Masowo zdobywał kobity,
Gdyż chwyty stosował nie tanie

...

Był gawial onegdaj w Bengalu,
Co znał się na auto-metalu,
Gdyż podczas powodzi, od spodu,
W dziesiątki się wgryzł samochodów
I zęby na felgach zjadł alu

...

Niech ktoś mi ułożyć pomoże
Limeryk o aligatorze,
Co rytm synkopuje swym „Ali”,
Z czym wprawdzie rymuje się „Mali”,
Lecz w Mali ów zwierz żyć nie może….

 

 

Lędźwie swędziały najzgrabniejszą z sędzin,
Jakie w rejonie sędziowały „Będzin”,
A w ramach walki z tym uczuciem,
Rzesze medyków, ze współczuciem,
Dokonywały jej lędźwi oględzin

 

Pod Salt Lake City, pewien mormon,
Przez jadowity jakiś hormon,
Z żonami, zamiast płodzić dziatki,
Nocami wspólnie tka makatki,
Ogólnie wbrew mormońskim normom...

 

Końską paszczękę, Ala z Rewala,
Przed wzrokiem kpiarzy kryjąc w woalach,
Na własna rękę pyta w szpitalach,
Któż by jej twarzy poprawił owal,
I od lekarzy słyszy, że kowal…


 

2013 11 15

 

...z prześwietlenia pewnego majątku (listopad 2013)….

N. N. - doradca bankowy z Marek,
Drogi markowy nosił zegarek,
Wszystkie związane z nim wskazówki,
Warte pokaźnej były gotówki,
W tym parę stanowiło podarek…

 

Gdy wielki mułła w Stambule
Na mule jechał na mule,
Muł nurzał ciało w namule,
Lecz w zbiorze muli to mulle
Nie przeszkadzało w ogóle.

 

Artysta, co kołkiem w La Plata
W pracowni przesiedział trzy lata,
Gdy wyszedł zeń z dłutkiem,
Powiedział ze smutkiem,
Że strugał jedynie wariata

 

Easy rider

Motocyklista z miejscowości Błonie
Czcił platonicznie na dwóch kołach konie,
Pewnej Ilonie też nie skąpił łask,
Z którą przestając - choć go w kark pił kask -
Nie poprzestawał zgoła na Platonie

 


 

2013 10 03

 

Pewien namiętny palacz spod Pucka
Jadał wyłącznie duszone płucka,
Wyzbyć nie mogąc się przeświadczenia,
Że pożywieniem tym się dotlenia
…A woń mu z płucek bila nieludzka

 

Opasła Dunka z Kopenhagi
Mentalnie gasła za sprawą wagi,
Aż jeden magik odchudził Dunkę,
Gdy wzbudził w Dunce mega-biegunkę,
Ładunkiem masła z przyprawą Maggi

 

Walczy mistrz dojenia z farmy pod Hanoi
(co setki z wymienia zna krów, które doi)
Z syndromem braku szerszego spojrzenia,
Poprzez ćwiczenia pierwszego tłoczenia
Lnianego siemienia, rzepaku i soi

 

Zniosła wstydliwie, kura pod Łańcutem,
Jajo zielone, na oko zepsute…
Czym podniecone, liczne bulwarówki
Piszą o wpływie kosmicznej taksówki,
Z niefrasobliwie włączonym kogutem!

 

Na wakacje, pewien ksiądz w Makau
Aplikację w i-phonie miał mszału
Ściągał dzwonki nim na podniesienie
I w szczytowe wciągał się skupienie
Gdy ikonki przeciągał pomału

 

Pies sołtysa z Wąchocka, przy budzie mops,
Chcąc się urwać (do Płocka?) robił hops-hops!
Aż kiedyś sołtys, dla kawału,
To, co w Wąchocku mopsa trzymało,
Zmienił na gumę – i mamy klops!


 

2013 10 01

 

Podstarzały raper z Łańcuta
Pijać lubił rosół z koguta
Mimo faktu, że po kogucie
Opadały męskie mu chucie,
Oraz taktu gubił poczucie

 

Pewna bywała panna z Kowna,
W gestykulacji nad-wymowna,
Wciąż dopełniała mową ciała,
O czym się stale wysławiała,
Choć nie bywała wcale słowna

 

Cierpiał tancerz z Tuluzy
Jeden z tuzów swej Muzy,
Bowiem, zima czy lato,
Choć opychał się watą,
Wciąż w rajtuzach czuł luzy

 

Senne inicjałki

W snach erotycznych księgowej z "R...",
Mąż obsypywał stertami ją zer...
I gdy zgarniała cyfr tych nadwyżki
Komputerowej ruchami myszki,
Doprowadzała się do zadyszki

Nachodzą Zosię nocami w "Ł…"
Włochate łosie z kłębami pcheł,
Co ją w koszmarnym kąsają śnie…
Z tym, że po nocach gdy wstają dnie
Łosie znikają, a pchły - nie

Serce ma drżące Stach z gminy "U..."
Gdyż witaminy od "A" do "W"
W snach nawiedzają wciąż go po trzy…
A brakujące "Z" "X" i "Y"
Na dniach też mają przyśnić się mu

Noc w noc pan Prot z przedmieścia w "Sz…"
Śni, że jest J-23,
A dzień w dzień z rana go bierze cholera
Bo na numery sen w sen się nabiera
Tego przechery Hermana Brunnera!

…………………..

 

Spiker dworcowy, chłop z Lanckorony,
Ciepło przemawiał przez megafony,
Lecz do hazardu miewał skłonności,
I, polecając się opatrzności,
W ciemno obstawiał ludźmi perony

 

Matadorowi, latem w Bilbao,
Giąć się przed bykiem szczerze nie chciało,
Przemykał zatem po arenie,
Truchcikiem i niepostrzeżenie,
Aby się zwierzę go nie czepiało

 

Niebieski kiedyś ptaszek z Wrocławia
Kumpli zabawiał puszczaniem pawia
A dzisiaj: starość, fatalna meta,
Mentalna szarość, i dieta nie ta…
I w sprawie pawia z mety odmawia

 

Śmiało się pasie słonia w Kinszasie,
Co dał się zapaść w sześć metrów w pasie,
- Mimo, że może paść on na zapaść,
Lub dzięki masie w grunt się grząski zapaść -
Bo słonie ma się w Kinszasie w zapasie

 

Bolała dusza Kostka spod Ustki
Przez przepełnienie uczuciem pustki …
A w kwestii ciała: w dzisiejszej dobie
Trawi go, leżąc mu na wątrobie
Wspomnienie niestrawionej kapustki


 

2013 01 14

 

Raz jeden kinoman w Koninie
Miał minę gremlina po kinie;
"Najlepiej - rzekli lekarze -
Niech twarz zawinie w bandaże
Dopóki mu mina nie minie"

 

Potrawy wigilijne

Warzy barszczyk kucharz z Pruszcza,
Z grzybków farszyk w uszka skluszcza,
A z buraczków do wywarku,
Co szczyt smaczków zawarł w garnku,
Oczka tłuszczu boczek puszcza

 

Kunszt cały włożył, nad deską stolnicy,
W sto sztuk pierogów kuchmistrz ze stolicy,
Dał im sto sekund popływać w ukropie,
I, złoconymi łezką masła w stopie,
W stosik z ruskimi ułożył na topie

 

Nie miał dla karpia gościu litości,
Wyciął wnętrzności, w panierce mości,
I wnet wysmaży świeże pyszności,
Mimo tej przykrej okoliczności,
Że karp ma ości w strasznej ilości

 

Wigilijny łakomczuszek,
Ma w kompocie susz z jabłuszek,
I garnuszek z suszu juszki
- gdy łakocie mdlą mu brzuszek -
Pije duszkiem do poduszki

 

 

Mylił pedały taksiarz z Sajgonu
Jak od wielkiego hamował dzwonu,
Rad, że ma auto poobijane,
Gdyż blachy na nim rozklekotane
Uszlachetniały dźwięk mu klaksonu


 

2012 11 26

 

Harcerz – schizofrenik

Siedząc na wiadrze w kącie harcówki,
Widzi, że w kadrze jest koszykówki,
Harcuje sobie w N.B.A.
I zbiórkę czuje jakby mniej,
Niźli na koncie górkę gotówki

 

Łakomy kolarz

Cienkim się morzył żurkiem w bidonie
Chyba, że kraksę miał w peletonie
I mógł się dobrać do okrasy,
Której zapasy - z kiełbasy -
Wcześniej ułożył sobie w oponie

 

Wziął opryskliwy masarz z Karczmiska
Kundla do domu, z psiego schroniska,
Lecz rzucał mięsem bardzo nieczule,
I pies nic z tego nie miał w ogóle,
Oprócz syndromu suchego pyska

 

Gdzieś na Podolu, odeski Cygan
Znalazł na polu turecki buzdygan
A w nim meldunek: "Boski sułtanie -
Dziewki jak łanie są w Lechistanie,
Ale Sobieski to chuligan!"

 

Szachista letni z miasta Człuchów
Szlifował wiosną lekkość ruchów
I, leżąc plackiem na kształt kluchy,
Całymi dniami zbijał muchy
Figurujące mu na brzuchu

 

Stach oraz Wania żrą się przy miedzy
Nad końską kupą po Wani stronie
Gdyż wiedzą liczni Stacha koledzy
Że wiódł za miedzą on swoje konie
A Stach zasłania się brakiem wiedzy...

 

Cztery pory roku

Mokra Włoszka, na wiosnę w Livorno,
Odcinkowy film kręciła porno,
A filmowcom zawracała głowę
Do każdego klapsa chcąc umowę
Choć umowy były to śmieciowe

Mokra Włoszka, latem pod Livorno,
Całkiem goła w filmie grała porno,
A filmowcom wręcz suszyła głowę,
By oddali treści jej duchowe,
Ponad formą zgoła niewytworną

Mokra Włoszka, jesienią w Livorno,
Strój ubogi nosiła do porno,
A filmowcom wręcz suszyła głowę
O produkcje cało-kostiumowe
Gdyż przewiało drogi jej moczowe

Mokra Włoszka, zimą pod Livorno,
W czapce w kratkę pozowała w porno,
A filmowcom wciąż suszyła głowę
By jej zdjęcia robić poklatkowe
Z tym, że klatkę miała niepozorną


 

2012 09 10

 

Pchły, co chciały się w lecie
Powygrzewać na krecie
Marzą w ciasnej już norze
Aby zimę, daj Boże,
Spędzić na labradorze

 

Gnuśny chórzysta

W środkowym rzędzie błyszczał wspaniale
Gdy popisywał się w karnawale,
Lecz gdy koncertów nawał miał w roku,
Ledwie wystawał w chórze na boku
I śpiew udawał bardzo niedbale

 

Natchnionej Majce ze wsi Podhajce,
Po rzewnych dumkach na bałałajce
Przyśnił się Kozak z obliczem w blizny,
Jak grał na gumkach od jej bielizny
I, trącąc kiczem, tańczył w kufajce


 

2012 08 14

 

Melomance z kiosku "Ruchu"
Całe dnie burczało w brzuchu,
A jej dusza tęsknie łkała
By burcząca partia ciała
Raz zagrała coś do słuchu.

 

Limeryk klasyczny

Próżność swą łechcąc, eunuch w Tunisie
Piał, że osiąga szczyty w tenisie,
Puentując śmiałym: "itp."
...Chociaż akurat coś na pe
W trwałym, chcąc - nie chcąc, gościu miał zwisie…

 

Olimpijska frustracja

Na igrzyskach w Londynie
Rzeka medali płynie,
I czują satysfakcję
Pławiące się w niej nacje,
I znów my nie.

 

Młodej kurze z wioski Turze,
Co zniosła jajko z szlaczkiem w róże,
Doświadczone wróżą nioski,
Że jak skorupka jest wbrew naturze
To kurczak będzie specjalnej troski….

 

Elektryka z miasta Brzeszcze
Przenikają z prądem dreszcze
A gdy trzy go pieszczą fazy
Gościu fika aż z ekstazy
I donośnie woła: "Jeszcze"!

 

Pewien głuchy pięściarz spod Hongkongu
Wszystkich nokautował tuż po gongu
Prócz jednego boksera z Madery,
Który w uszach cztery miał stoppery
I po gongu bił się w dalszym ciągu


 

2012 08 06

 

Wulkanizator ze Spychowa,
Co mu materia zbrzydła gumowa,
Miejsce zajmował w poselskiej ławie
I, nic nie wiedząc prawie o prawie,
W każdej materii oponował

 

Pewien światowiec, dziś na Maderze,
Co ślub kościelny ósmy już bierze,
Aby kolejne poślubiać panie,
Za każdym razem zmienia wyznanie
Niezmiennie szczerze i w najlepszej wierze

 

Tłusty listonosz onegdaj w Zębie
Trzymał młodziutkie pocztowe gołębie,
Lecz nim pierwszego wypuścił z listem,
Z wszystkich - jak leci - zrobił pieczyste,
A tak soczyste, że "niebo w gębie"!

 

Wyścigi konne

Na wielkiej, łysej szkapie z Kapsztadu
Malutki dżokej nie łapie dosiadu,
A łysa szkapa myśli: "Okej,
Zwisa mi, że mnie szpeci dżokej,
Lecz będzie klapa, gdy zleci mi z zadu"

 

Pod Phnom Penh,
Pewien leń
Chandrę ma,
Gdyż za dnia
Rzuca cień.


 

2012 07 10

 

Zadanie rachunkowe

Chmara komarów o masie m
Wcinała nocą śliwkowy dżem.
Oblicz poranną masę komara
Jeśli stu członków liczyła chmara
A dżem jest lżejszy o Delta M.
Wskazówka: pomiń żarłoczność ciem

 

2012 07 02

 

Pewien kucharz z miasta Yokohama,
Wielki niemal jak szczyt Fudżijama,
Z świnki morskiej siekając kotlety,
Trzymał dworskiej się wręcz etykiety,
Choć na oko wyglądał na chama

 

Pakowany, niekształtny sportowiec,
W fałdowany się chował prochowiec,
Lecz zawody gdy miewał zacięte,
Ciało w body odziewał opięte,
A prochowiec pakował w pokrowiec

 

Pewien szofer w Mombasa
Wjechał w zebrę na pasach,
A rzecz działa się w czasach
Kiedy zebr po Mombasa
Hasała cała masa

 

Cyfryzacja

Biedzi się staruszek, bo gdzieś ze śmieciami
Wyniósł karteluszek z wszystkimi PIN-ami!...
... A jeszcze wmówił bezduszny mu wnuk,
Że od jutra trzeba przed nieba wrotami
Wstukać z ostatniej spowiedzi kod PUK...


 

2012 06 04

 

Euro 2012

Z nabożeństwem dla futbolu
Złożył Henio ślub w przedszkolu,
Że już nigdy nie zje zupy,
I nie wytrze sobie pupy,
Jak nie wyjdzie Polska z grupy

 

Lubo woziły się damy w Twerze
Z gibkim majorem na jego rowerze,
Lecz major poszedł w generały,
I już za sztywny jest na pedały,
A "goły" rower dam w Twerze "nie bierze".


 

2012 05 23

Przeciętny, szary gej z Kamczatki
Cierpi na syndrom izolatki,
Gdyż, aby spotkać się z chłopakiem
Musi przez tydzień gnać ratrakiem...
Cóż – na Kamczatce gej jest rzadki...

 

Limeryk świąteczny

W samą Wielkanoc, student z Parany,
Co w całym świecie zwiedzał wulkany,
Chciał Wezuwiusza szczyt zdobyć słynny,
Ale przegonił go strażnik gminny
Mówiąc, że "w święta wulkan nieczynny"

 

O rymach ogólnie

Czy mogą słonie myć dłonie w Barcelonie?
Lub pandy z bandy skok zrobić na Falklandy?...
... Gdyby limeryk stwarzały same rymy
To mimy z Limy jadłyby homonimy,
A w klonie Wandy kochały się szetlandy...

 

Charyzmatyczny muzyk

…W takim pędzie
Gra w boys-bandzie,
Że aż fanki
Gubią wianki
W pierwszym rzędzie

 

To nie fikcja!

Koło Żnina, w Gąsawie
Kwitnie hokej na trawie
I faceci stadami
Pogrywają laskami
W kulkę między bramkami

 

Budowlańcowi z miasteczka Maczki
Cały interes przygniotły taczki.
"Widać nie było tego zbyt wiele" –
Stwierdzili ubezpieczyciele
I opłacili mu tanie kąpiele…

 

Raz zniewieściały samuraj z Kioto
Gdy go przezywać zaczęli „ciotą”
Chciał dźgnąć się mieczem długim na łokieć
- Bacząc, czy spodnie mu się nie zgniotą -
I złamał sobie, k…, paznokieć!!

 

Skarży sąsiada pan Rudek z Rudek,
Że ten mu wrzucił kamyk w ogródek,
Na domiar złego, dwa listki z lasku,
Grudek brudnego nie licząc piasku (!)
… i że to wszystko z niskich pobudek!

 

Kwęka z cierpienia Henia z Lichenia:
Szczęka obrzęka jej od mówienia,
Zaś od myślenia trawią ją mdłości,
A przerwać umie obie czynności
Tylko, gdy kupę ma do zrobienia

 

Obrosło imię jednego z mułłów
Wianuszkiem bardzo zacnych tytułów,
A on, by w większej chodzić chwale,
Kolekcjonuje teraz medale,
I ma ich już okrągły tułów.


 

2012 04 05

Widuje na mszy, pastor z Iowa,
W kruchcie kościoła gołego anioła.
I nie jest to banalna sprawa
Gdyż ta nieskromna mszalna zjawa
Trąbi dokoła, że pastor ma fioła!

 

Pewien kowboj, gdzieś z Kolorado,
Poił bydło pinakoladą…
Kolorowe sny krowy miały,
Tylko mleko, które dawały,
Wyglądało nadzwyczaj blado

 

Owdowiała dama z Alabama
Być się bała w czterech ścianach sama,
Więc przydzielił jej ludzki szeryf
Policyjne dwa rottweilery
Bowiem śmiała dama jest gdy psa ma.

 

Ultrawokalista

Piska w jaskini batman z Virginii,
Pijąc Martini z syropem Pini,
A do zapisu jego tremoli
Potrzeba wielkiej sterty bemoli
I dwustudwudziestopięciolinii

 

Rekiniada - kwadryptyk drapieżny

Pewien rekin, tuż pod Miami,
Żywi pono się dziewicami,
Niecnotliwe panie wypluwa,
A zbadanie, jak je wyczuwa,
Okupiono już ofiarami

Druga bestia, u wrót Iraku,
Zżera wszystko z wyjątkiem flaków…
Co do tego różne są sądy;
Przeważają przy tym poglądy,
Że to kwestia dobrego smaku

Trzeci rekin, u plaż Sri Lanki,
Turystycznej dość ma mieszanki,
Z żołądkowych pada nudności,
Więc kolejnych wczasowych gości
Zjada tylko ze złośliwości

Nienażarty, czwarty chciał potwór,
Wygryźć w Chucku Norrisie otwór,
Lecz skarcony spojrzeniem Chucka
Sam się wygryzł tak jak mięczaka,
I - w obrysie - wtopił w górotwór...


 

2012 03 09

Pewna niedoszła siostra Wizytka
Tak była, bestia, piekielnie brzydka
Że na jej widok Matka Przełożona
W kółko żegnała się jak szalona
Wołając: "Diabeł!! Diabeł Rokitka!!"

 

Postawiono w Ułan Bator
Dla wielbłądów saturator,
Które dzięki tej oazie
Świetnie chodzą na pełnym gazie!
Pachnie Noblem … przynajmniej na razie

 

Słynie Żenia, milicjant z Ałma-ata,
Z namaszczenia, z jakim sięga po gnata,
Lecz chociaż mdleją zacne kobiety
Na widok jego lśniącej Beretty,
Przestępcy wieją mu, niestety…

 

Dwóch grajków z wyspy Tonga
Przeważnie rżnie w ping-ponga,
Z tym, że po każdym secie,
Jeden pinka na flecie,
A drugi wali w gonga

 

Do Atolu Bikini
Przybili Beduini,
Przebywszy morze strachu
Na okrętach pustyni
Przeznaczonych do piachu

 

Sforsował miś kratę w ZOO w Liverpoolu,
Wyfasował latem miodu w jakimś oolu,
A teraz, kiedy zima,
Słoodko sobie kima,
Lub – jak ktoś woli – robi loolu

 

Meksykańska kurtyzana

Dając ciała w Chichuachua
Grosz do grosza ciułała…
Właściwie to pesety,
Bo złotówek, niestety,
Brać cholera nie chciała

 

Pewien szeryf z Kentucky
Jakieś w genach ma braki,
Albowiem od kołyski
Pija wyłącznie whiskey
A tak nie mają ssaki!

 

Harley-owcy z Alaski
Z futerkiem noszą kaski,
A w śniegu do pół osi
Prują szybciej od łosi,
Jeśli teren jest płaski…

 

Czerpie farmer z Dakoty,
W sezonie na omłoty,
Do pracy inspirację
Oglądając relacje
Z ostatnich walk Gołoty

 

Gruby komandos z Oregonu
Przez brzuch nie trzyma w stójce pionu,
Lecz nie jest od paradowania,
Gdyż służy do oblatywania
Nowych modeli spadochronów

 

Brudny Harry znad Niagary,
Serwisując pisuary,
Działa z siłą wodospadu
Tak soczyście dając czadu,
Że przechodzą człeka ciary


 

2012 02 15

Wyniósł z "Biedronki" Leon z Zielonki
W fałdach jesionki sajgonki dla żonki…
Lecz ona woli z Ochoty Stacha,
Co w samych stringach skacząc po dachach,
Zagrał jej Bacha na skrzypcach "Yamaha"!

 

Nad własnym biurkiem, menedżer z Redy
Jednym kawałkiem święconej kredy
Wypisał Boże przykazania
Wraz z adnotacją: "Do stosowania"
Oraz grafikiem "które - kiedy"

 

Szok dla fanów Rysia z "Klanu":
Ryś się potknął koło kranu,
W kant uderzył parapetu
I oddany został z planu
Do decyzji NFZ-u!!

 

Maminsynek

Za dwa splądrowane banki
Długo siedzi Bodzio z Trzcianki,
I już serce boli matkę,
Że syn, widywany w kratkę,
Wyświechtane ma kajdanki…

 

W mieście Wschowa żyje cieć,
Co tak często zmienia płeć,
Iż rozgorzał spór formalny:
"Jaki wiek emerytalny
Ów (lub owa) cieć ma mieć"?


 

2011 12 30

Pewna pijaczka z Bródna
Na oko - mocno nieschludna,
Mawiała: "Spoko, spoko,
Czystą mam w środku głęboko,
A powierzchowność jest złudna"

 

Mizerny wędkarz w Nieporęcie
U kobiet miał olbrzymie wzięcie,
Zaś prosty fakt, że w ryb połowie
Tak dobry nie był nawet w połowie,
Mętnie tłumaczył różnicą w sprzęcie

 

Epitafium

Tu leży dryblas z Pampeluny
Co - wyciągnięty na kształt struny –
Bez trudu ściągał z żabek firanki,
A raz, wystając znad altanki
Ściągnął na siebie dwa pioruny…

 

 

Zasuszony fakir z Kalkuty
Zamieszkuje szafkę na buty
Wrót Nirwany w niej dostępuje
A szczególnie bosko się czuje
Gdy go czasem ktoś napastuje

 

Młody trójskoczek co mieszka pod Ełkiem,
Wpatrzony w pchełkę trzymaną pod szkiełkiem,
Wszystkich rywali bije na głowę
(jeśli zawody są halowe),
I o koszulce marzy z orzełkiem!

 

Cyrkowy magik, w swej pakamerce
W przerwach oddawał się woltyżerce,
I nie chodziło wcale o konia,
Lecz o cyrkówkę imieniem Sonia,
Co to mu w cwale zapadła w serce...

 

Wziął raz mim z Łap
Łyk "seven-up",
Rzekł: "dość czczych min",
I w mig do Chin
Ruszył grać rap

 

Cierpiał docinki Antek z Psiej Górki
Że mu wystaje słoma z komórki
Pomyślał: "trudna rada"
I dokupił I-Pada
Takiego, że chrabąszcz nie siada!

 

Pewien szarmancki organista,
W pań usidlaniu rekordzista,
Sposób na damy miał dość ograny:
Po prostu pokazywał organy...
Ale piszczałek było tam z trzysta!

 

Rentowny rencista
Głodem się morzył, i z renty w ZUS-ie
Kupę odłożył pieniędzy w globusie,
Lecz nierentowną zapoznał panią,
I odkąd łożyć rozpoczął na nią,
To w dwa dni globus skończył był mu się

 

Blady porucznik z przysiółka Szczodre
Przeszedł w dzieciństwie koklusz i odrę
Ale obecnie, idąc w zaparte,
Twierdzi, że przeszedł wisłę i wartę
I że to samo miał Bonaparte!

 

Czar 3D-HD padł na Jasia z Gołdapi:
Jaś z ADHD - siadł i w ekran się gapi!
Lecz telewizor, choć ma zalety,
Nie zastępuję toalety,
I – niestety – coraz bardziej Jaś capi!

 

Ceniła sobie Zofia z Pasłęku
Status kobiety z dzieckiem na ręku,
I nader często go odnawiała...
Ale, że na jej biednej głowie
Zostaną także tatusiowie - nie zakładała!


 

2011 10 07

Lux-parapazzi z centrum Werony
Gwiazd podglądaniem kosił miliony
Które tak jego rozdęły "ego"
Że zaczął śledzić też siebie samego...
...a dwa dni później był już skończony!

 

Wyszły na Annie z miasteczka H.
Pryszcze po wannie w miejscowym spa…
Na szczęście wykluczono ospę,
Łyka więc Anna tylko "No-spę",
Lecz wielkim łukiem mija spa w H.

 

W małej wiosce w pobliżu Środy,
Pewien kowal, niezbyt już młody,
Zamknął na tydzień się w piwnicy
I na blaszanej wykuł tablicy
Teksty wszystkich piosenek Dody

 

Szukając wrażeń poza Marokiem,
Arab-globtroter zachwycił się tłokiem,
W czambuł bijącym bazary w Rabacie,
A panującym przy samotnej chacie
O dziwnej nazwie: "Nad Morskim Okiem"…

 

Pewien betoniarz bezpruderyjny
Dostał pod nadzór się policyjny
Po tym, jak na budowie metra,
Mniej więcej co półtora metra,
Chciał wykonywać akt erekcyjny

 

Dorodne dziewczę jasnego oblicza
Spytane w sondzie gdzieś w centrum Łowicza
Gdzie najczęściej nawiedzany punkt leży
Przez najbardziej medialnego z papieży?
Odpowiedziało: "na Woronicza?"

 

Żółć wciąż się w śpiącej warzy Grażynie
Zażywającej plaży w Mrzeżynie,
Gdyż zgrzytające piaski przybrzeżne
Gryzą się zgrzebnie i aż lubieżnie
Z pH w pachwinie na tej dziewczynie!

 

Wenę w koszmarną pisarkę z Pisza
Wlewały grzechy z klawiszem z Kalisza,
Lecz jej opisy jurnych rozkoszy,
Choć cenę marną trzech miały groszy,
Zamiast pod strzechy, trafiały do koszy

 

Leszek, co rzadki pod nosem ma meszek,
A w krótkim CV niejeden już grzeszek,
Poczuł drażniącą miałkość swych czynów,
Kiedy zobaczył obraz Londynu
Na sprawozdaniach z tamtejszych zamieszek

 

Własnej Renówce, blacharz z Kuźnicy
Nadał drapieżny kształt Beemwicy,
Budząc powszechne mniemanie w mieście,
Że blacharz kupił bolid Kubicy
Po jakimś bardzo dziwnym crash-teście

 

Szukając w ziemi śladów polskości
Z czasów, gdy działał Szlak Bursztynowy
Pewien uczony, w pobliżu Wschowy,
Odkopał warstwę z układem kości
Tworzącym napis: "Ruch wahadłowy"

 

W stanie spoczynku, wczorajsza gejsza
Mentalnie wszakże nadal dzisiejsza,
W wir polityki się zanurzyła
I własną partię raz-dwa stworzyła
O nazwie: "Gejsza Jest Najważniejsza"


 

2011 05 18

 

Krągle otyła Ruth ze Świdnicy
Ciągle chodziła w mini-spódnicy
U zarania zaś wdziania
Tak kusego ubrania
Leżał wysoki stan wód w piwnicy

 

Pełna werwy babcia, wiekowa, ze Skałki
Której wciąż do kapcia ktoś chowa zapałki
Bez przerwy złorzeczy: "Niech jasna cholera,
Tego Heilhitlera co rzeczy zabiera"…
… A poważnie chodzi tu o Alzheimera

 

Słuchając reklam o szkodliwości
Wszystkich niedrogich środków czystości,
Oszczędna Nina nic się nie myje,
A to, co jej oblepia szyję,
Pamięta wiosnę "Solidarności"

 

Iga, co żyła przez pięć lat w Brześciu,
Dziwnie durzyła się w swoim teściu,
Tak, że choć wiązać niezbyt się lubiła,
Wyjść po kolei za wszystkich zdążyła
Jego synalków - a było ich sześciu!

 

Opodal zamku, menel z Malborka
Szczęściem dokopał się wielkiego worka,
Lecz szybko zwątpił w moc Bożej pieczy
Bowiem praktycznych nie było w nim rzeczy,
Tylko dwie stare pochwy od mieczy…

 

Jeden z piekarzy dwóch z miasta Mzyki,
Mając w sprzedaży gorsze wyniki,
Twierdzi, że jego konkurent to Żyd,
A to, że ma on lepszy zbyt,
To tylko kwestia socjotechniki

 

Raz pewien burmistrz, gdzieś w Świętokrzyskiem,
Co mocno zrósł się ze stanowiskiem,
Kiedy nie został powtórnie wybrany,
Doznał boleśnie głębokiej rany
W miejscu, gdzie człowiek styka się z siedziskiem

 

Pewien czysty statystyk w Spale
Co w czterech ścianach siedział stale
Udowodnił bez wątpliwości
Że najwięcej nieszczęść ludzkości
Jest w telewizji … na każdym kanale!

 

Senny pan Wacek, któremu w Gródku
Korzenny placek wyrósł w ogródku
Długo lobbował, by jego roślinie
Popatronował dział kuchenny w "Tinie"
... ale bez skutku

 

Pan X - rasowe zwierzę sejmowe
Tak często zmienia barwy klubowe,
Że w przebierance: "zielona-czerwona"
Najsprawniejszego kameleona
Bije na głowę!

 

Raz wielki wódz plemienia Siuksów
Uderzył w święty totem!
I zjadł dwanaście zupek Kuksu,
I wszystko zwrócił zaraz potem…
I do dziś nie wie co go napadło, by żreć nieznane Siuksom jadło…

 

Matka nieśmiałej Klary z Okęcia
Co podłapała pilota na zięcia
Mówi: to chłopak "przyłóż do rany"
Ale, że zbytnio jest zalatany,
Klara praktycznie nadal jest do wzięcia

 

Pewien wrażliwy patriota z Helu
Chce pochowany być na Wawelu.
Lecz, że to miejsce – ze wszech miar święte –
Jest już praktycznie całe zajęte,
Gość ma poczucie życia bez celu.

 

Zmanierowany piewca Tatr z Nysy
Miał już spektakularne kaprysy,
A wręcz lawinę komentarzy
Zebrał, gdy kazał na swej twarzy
Wytatuować widok na Rysy.

 

Pewna dama w sklepie w Toszku
Pośliznęła się na groszku
Zaplątała w fałd spódnicy
Przyrąbała w spust gaśnicy
I jest teraz cała w proszku

 

Upiorna Franka, mieszkanka Trzcianki
Każdego ranka pierze firanki.
I w całej Trzciance nie masz takiego,
Co - w konkurencji pranka rannego -
Śmiałby z tą Franką stanąć w szranki

 

Krępy kibolek, "Kurduplem" zwany
Chodzi wkurzony i sfrustrowany,
Bo choć na meczach walczy jak w ringu,
W przekazach z kamer monitoringu
Nie jest, niestety, zauważany!


 

2010 09 30

 

Wyszła pospiesznie pani Malwina
Za zamkniętego w sobie murzyna
I momentalnie bez śladu znikła!
... Szansa na come-back Malwiny jest nikła
Bo murzyn nic sobie nie przypomina

 

Tęgą Stachę z miasta Buska
Pije w pachę własna bluzka
Cisną spodnie, but uwiera
A to wszystko przez premiera
Tuska!

 

Alkoholik jeden z Poznania
Czyści zęby proszkiem do prania
A gdy jest przy tym dobrze zalany
Toczy ogromne ilości piany
I nawet wpada w tryb wirowania!

 

Gimnazjalistka skromna z Łomży
Jęła do szkoły chodzić w komży…
Powiem, że wcale nie dla wygody,
I nie by był to jakiś krzyk mody,
Lecz by nie widać było ciąży

 

Przed nieczynną stacyjką kolejową Marki
Były kasjer sprzedaje bez marki zegarki…
Tor jest pusty … i tylko w piwnym barze "Karo"
Czasami, na chwil kilka, utworzy się paro-
-osobowa kolejka do Warki…

 

Dziadziuś siwiutki, "setka" na karku,
W barku ma tylko dżemy z Tymbarku,
Lecz choć z metryki dawno jest starcem,
W głowie wybryki mu wciąż i harce,
A wódkę trzyma w zamrażarce

 

Pustelnikowi spod Pakości
Co miał nudności od samotności,
Lekarz powiedział, że takie schorzenia
Kwalifikują się do leczenia,
Ale trzeba mieć znajomości…

 

O Lidzi z Lecka, co wierzy święcie,
Że widzi od dziecka wysokie napięcie
Przez co przekrwione ma wciąż oczęta,
Mówią, że babka jest zdrowo kopnięta
I że powinna być dawno na rencie

 

Pleśniało mleko w całej gminie Cisek
Więc oskarżono mleczarzy o spisek
Lecz jak ustalił biegły sądowy
Winne są tylko niepiśmienne krowy
Więc co najwyżej doszło do tu zmowy

 


2010 04 01

/ Justyna EKOwalczyk /

Ekolog z W. Kasiny,
Sąsiad słynnej Justyny,
Oświadczył krótko, że na nartach
Jest ona lepsza od gokarta,
Bo gokart robi hałas i spaliny

 

Kłusownik Kralik z południa Słowacji
Poddał się fali euro-integracji
I na stawianych kleszczach i wnykach
Atest umieszcza homologacji
Z kopią we wszystkich unijnych językach

 

Danny to człowiek renesansowy
Znany z szeroko otwartej głowy
Wręcz mix Byrona z Noblem i Homerem!
...Problem ma żona, bo Danny jest zerem
W wąsko pojętym temacie alkowy.

 

Raz jaśnie pani z zamku Książ krzyknęła wniebogłosy
Gdy z okna skoczył jej własny mąż – wprost do zamkowej fosy!
Okrzyk wydała zaś nie dlatego,
Bo obawiała się o hrabiego,
Lecz, bo narwaniec ten i półgłówek, znów poszedł pływać bez kąpielówek

 

Marzył w dzieciństwie Jaśko z Borysława
Aby zamieszkać w grodzie Przemysława
I kiedy dorósł, wziął kredyt bankowy
I kupił lokal dwupokojowy
W samym centrum Włoszczowy

 

Pewien liliput, na poczcie na Bali,
Chciał nadać siebie w paczce do Mali,
I, chociaż brzmi to jak jakiś kawał,
Pocztowcy z Bali tą paczkę wysłali
Bo gość się świetnie do Mali nadawał

 

Spotkawszy pięciu braci Li idących przez Kłaj
Pewien polski poeta spytał: "Znasz-li ten kraj?"
Odpowiedzieli: "Łi ar ten Li...
Bat se-kond fajf ... gdie-to pasz-li...
My ich nie nasz-li ... end łi łill kraj"

 

Pewien urzędnik skarbowy z Warszawy
Skarżył na żywot się nieciekawy,
Za to po każdym sprawdzonym PI-cie
Urozmaicał swe szare życie
Przez rytualne picie kawy.

 

Ubiegłej jesieni, mieszkaniec Koluszek,
Usypał w swej sieni wielki szaniec z gruszek
I przebił do mediów się nawet w U-eS-A
Z serią fantastycznych rekordów Guinessa
W przyroście masy owocowych muszek

 

Wiecznie pijany góral z Chabówki
Znalazł przy płocie raz cztery stówki
I stał się sławny dzięki tej kwocie
Gdyż ów cudowny zastrzyk gotówki
Był – wielkie nieba - w jednym banknocie!

 

Niewierna dziewczyna szamana w Botswanie
Czarami skazana na bąków puszczanie
Próżno lekami los odwrócić chciała...
...aż pewnego łeb barana, w biedną tylną część jej ciała,
Tak raz huknął, że przeszło jej na bekanie

 

Wąsata Ludmiła spod Zielonej Góry
Przez lata smażyła stare konfitury...
Sąsiedztwo wspomina niemile te chwile
Gdy wszystko się w rękach paliło Ludmile
A smród z jej komina ciągnął się na mile

 

Kot pewnej poznanianki z Ostrowa Tumskiego
Super-arystokratą jest rodu kociego,
Bowiem badania De-eN-A
Świadczą, że jego pra- pra- pra-
Łapał myszy w komnatach u Mieszka Pierwszego!

 

Pewien chirurg, dość roztargniony,
Niesłychanie był zaskoczony,
Kiedy w powtórnie krojonym pacjencie,
W miejscu, gdzie zrobił poprzednie cięcie,
Znalazł zdjęcie swej własnej żony!

 

Mała Aga, wieczorem, w Bielańskim Lasku
Cała naga, motorem grzała po piasku,
Na czym straż miejska ją przyłapała
I z mety grzywną ją ukarała
...za nie-posiadanie kasku

 


2009 12 23

Pan Dezydery, szofer z Hajnówki,
Koneser sherry oraz żubrówki,
Od wczoraj zmysłom swym mało wierzy,
Gdyż ujrzał w drodze do Białowieży
Czterdzieści cztery czarne tirówki!

 

Od kiedy Tony, gliniarz z Miami,
Co dotąd gonił za bandziorami,
Spadam! – szefowi rzekł z miną dziarską -
I w mig założył fermę drobiarską,
Mówi się o nim, że to gość z jajami

 

Afera hazardowa
Żywotny interes Rycha
Na cmentarz wyciągnął Zbycha...
A Zbychu przy Sobiechu
Sporo z Miro mówił o Grzechu....
... niby dowcipne, lecz nie do śmiechu

 

Lśniąca parysko panna Żaneta,
Medialnie błyskotliwa kobieta,
Reklamowała mleczko do ciała
Póki się deczko nie zestarzała -
- I teraz działa w reklamie "kreta"

 

Chłop ze Skarżyska, Oskar Ży....
Biega po rżyskach i głośno rży,
A polityka tak go wyniosła,
Że, choć w rodzinie opinię ma osła,
W Rykach wybrali go na posła

 

Pewien filozof nienadzwyczajny
Badał myślowo ruch jednostajny:
Dwa lata przy tym w bezruchu siedział,
A kiedy skończył, nic nie powiedział
Bo wynik badań był ściśle tajny

 

Gangster "Edwardo" grasował w Kobyłce
A przy tym twardo lubował się piłce,
Ale po serii klęsk "do zera"
Kadry trenera Beenhackera
Wymiękł - i oddał się wędkarskiej żyłce...

 

Wokalistka rockowa z Chrzanowa,
Poproszona kiedyś o dwa słowa,
"Spieprzaj dziadu" powiedziała
I, albo była tak surowa,
Albo tak luźno zażartowała

 

Pewien ogrodnik miał na przednówku
Wysyp truskawek w Milanówku...
Czy był to owoc chłodnej kalkulacji,
Czy poetyckiej wiosną fascynacji?
- W tej sprawie nie ma informacji

 

Pani Eryka z przedmieścia Rybnika
Co dzień w południe na moment gdzieś znika
"To bzik" – orzekło CBA -
"Ręce Eryka czyste ma,
A w kwestię bzika CBA nie wnika!"

 

Podczas żniw, pewien rolnik z Łuknajna
Wlazł w wielką kupę krowiego łajna
I nie przejmował by się wcale
Gdyby nie fakt, że na tym kale
Była tabliczka: "Made in China"

 

Pani Aldona z miasta Rahmstetten
Tak omamiona jest internetem,
Że miota klikami z szybkością bazooki
I mota linkami z lubością, dopóki
Ktoś nie wykona: "Alt-Control-Delete"

 


wcześniejsze:

 

Rumiana panienka gdzieś spod Mikołajek
Przysiadła na kupie niezbyt świeżych jajek
Po czym niezwłocznie mocno pobladła
Bowiem woń, którą była posiadła
Nie przypominała niezapominajek

 

Meteorolog, co mieszkał w Radości
Na każdą pogodę łamanie czuł w kości.
Sądząc, że jest rozregulowany
Całe życie chodził załamany
A na starość, z żałości, wyjechał z Radości

 

Raz zmówiły się krakowskie kwiaciarki
Że od kwietnia się przerzucą na drukarki.
Sprzedawały z animuszem
Do drukarek także tusze...
A od maja przerzuciły się na jaja

 

Marynarza, co zamieszkał w Łodzi
Zapytano, jak mu się powodzi.
Odparł: z taką Łodzią to pożal się Boże
Wracam! Nie ma tutaj widoków na morze
Ani choćby szansy porządnej powodzi!

 

Pewna blondynka z Piły
Nabawiła się kiły
Prędko potem oświadczyła,
Że się dobrze prowadziła
A lekko - tylko dla zmyły

 

Pewien szybki kolarz torowy
Miewał częste zawroty głowy
Pijał więc rzadkie lecznicze ziółka
Aż w końcu, częste zawrotne kółka
Wybił mu z głowy test dopingowy

 

Stary dziadek z Poraja
Przebrał się za Mikołaja
I tak się zatracił
W roli tej postaci
Że nie rozbierał się aż do maja

 

Pewien skoczek narciarski z Wisły
Miewał odlotowe pomysły
A w czasie telemarku
Coś brzydko gniotło go w karku
Gdyż miał on umysł lotny, a strój nosił obcisły

 

Jeden znany poznański cukiernik
Super-oszczędny potrafił piec sernik
A przez pewien czas produkował
Cud-sernik, który go nic nie kosztował!
Lecz tego cudu to nikt nie kupował

 

Pyszny zając, każdej niedzieli
Chwalił się, że na obiad wpada do Brukseli
Aż na zapusty
Wpadł łowczemu do kapusty
Był pyszny! I tyle go widzieli

 

Kompozytor sławy światowej
Zrobić karierę chciał gwiazdy filmowej
Lecz filmowcy rzekli mu szczerze:
"Nie komponujesz się pan w kamerze,
Chyba, że w przemysłowej…"

 

Panna O., sławna diva operowa
W roli posłanki chciała sił spróbować
Lecz do wyboru, ironio losu
Zabrakło jej jednego głosu…
Teraz ma ksywę: "Diva O. pechowa"

 

Pewna panienka z Niechorza
Martwiła się, gdy gaz podrożał
A kiedy woda podrożała
0na się wcale nie przejmowała
Bo miała szeroki dostęp do morza

 

Sławka z Włocławka bez przerwy czkała
Więc po lekarzach ciągle biegała
Aż hipnotyzer jeden w Poznaniu
Zrobił jej dłuższą przerwę w tym czkaniu
I to na poczekaniu

 

Pewien grabarz spod Zakopanego
Dożył wieku emerytalnego
Teraz ma więcej czasu dla siebie
Kopie w ogródku, przy aucie grzebie
A z wnuczkiem bawi się w chowanego

 

Dwóch bliźniaków, skrajnie niedużych,
Zanurkowało raz do kałuży.
Ich los w najwyższym stopniu przeraża:
Zginęli w trakcie gry w marynarza
O to, kto pierwszy ma się wynurzyć

 

Najwyższy piłkarz w PZPN
Miał kiedyś fantastyczny sen,
Że podczas szarży na brameczkę
Tak przypier…. czołem w poprzeczkę,
Że aż mu podawali tlen

 

Pewna posłanka z Samoobrony
Biust miała dobrze wykształcony
A w sejmie jeszcze go dokształcała
U specjalistów od mowy ciała
Lecz umysł miała wiecznie-zielony

 

Starszy kasjer teatru w Budapeszcie
Zwykł był gości oszukiwać na reszcie
Chcąc się zmienić, dał napis: "Grosz szczęścia nie daje,
Z dniem dzisiejszym, w teatrze reszty się nie wydaje"
A ktoś dopisał: "Zdechnij w-reszcie"!

 

Kierowniczka szaletu w Ljubljanie
Wywiesiła ostrzeżenie na ścianie:
"Atmosfera szaletu szkodzi –
- Bez wyraźnej potrzeby nie wchodzić"!
Skutek był różny, najczęściej olanie

 

Sądził kiepski organista w Juracie
Że fałszuje, gdyż na lichym gra gracie
Więc spróbować chciał organów w Oliwie
Lecz w Oliwie powiedzieli złośliwie:
"Spróbuj se pan skumbrii w tomacie"

 

Operator koparki z Warki
Dorobił się kserokopiarki
I pytany, co robi gdy nie kopie
Odpowiadał krótko, że kopie.
"Gbur" – mówiły nań wareckie plotkarki

 

"Tu" - na Brukselę - wziął "Number One"
"Number Two" – inny zaś lotu miał plan.
Aż tu - awaria! Po "Number Two"
Więc z "Number One" zawrócił “Tu"
I pofrunęli "Two in One"

 

Pielęgniarka oddziałowa z interny
Raz dostała do toalet papier ścierny
A sprawcą był automatyczny
Szpitalny system zamówień publicznych
Niekorupcyjny, ale felerny

 

Jeden ambitny strasznie generał
Czarną w swych spodniach dziurę wyszperał
I głosił w związku z tym opowiastkę
Że ma w kieszeni następną gwiazdkę!
I w słowach przy tym nic nie przebierał

 

Panienka nieśmiała z centrum Oleśnicy
Mocno się trzymała maminej spódnicy.
Raz tylko puściła się na dwie minutki
(co było brzemienne w dwa malutkie skutki)
I odtąd ma szlaban w oknie od ulicy

 

"Trębacz Mariacki"
...Mamił trąbką przez lata, tak że wciąż się zdawało
Że dłużej grałby jeszcze, gdyby nie traf ze strzałą...
...Uporczywe odbierał od słuchaczów sygnały
Aby choć raz, od święta, hejnał odtrąbić cały,
Aż przyznał, że sam nie wie "jak to dalej leciało"...

 

"Bingo!" – zakrzyknął wzięty bimbrownik z Żużeli
Kiedy w zacier mu wpadła mysz w kolorze bieli.
Chwalił potem swój trunek, że działa on genialnie,
Że białą myszkę czuje się po nim momentalnie
"Czuć sam ogon" – orzekli menele w Żużeli...

 

Pewna Dorota z Dolnej Garbatki
Wciąż plotkowała z sąsiadką zza siatki
Aż mąż Doroty gumowy wziął młotek
I wybił jej z głowy ciągoty do plotek
I teraz ma przez to dwa lata odsiadki

 

Jeden pracownik miejskiej straży
Ma taki brzydki wyraz twarzy
Że kto go mija na ulicy
Sztywnieje na kształt jajecznicy
Gdy ta zanadto się wysmaży

 

Bryką na cztery koła jeździła
Zapamiętale ją prowadziła
Aut ze sto tysięcy przed maską widziała
Lecz nigdy na żadne z nich nie najechała
Bo nigdy żadnego nie dogoniła

 

Jeden historyk w IPN-ie
Ma tak olbrzymie doświadczenie
Że rozpoznanie czy z SB
Ktoś współpracował czy też nie
Jemu zajmuje okamgnienie

 

Kosmonauta co wrócił z orbitalnej stacji
Urządził długą serię pijackich libacji
Tłumacząc się, dlaczego
Pije do upadłego
Mówił krótko: nie cierpię grawitacji

 

Pewien emeryt spod Kołobrzega
Jadał kanapki z kremem "Corega"
Swą super-dietą wszystkim się chwalił
Dziwił się tylko, gdy go pytali
Czy mu przypadkiem coś nie dolega

 

Jeden gruby żołnierz spod Białegostoku
Podczas defilady rozpruł spodnie w kroku
Błogiego wówczas doznał odprężenia
Ale nie może pozbyć się wrażenia,
Że odtąd wszyscy mają go na oku

 

Zawołany myśliwy z Koła
Wciąż miał wrażenie, że ktoś go woła
A kiedy przeniósł się do Zaniemyśla
To ciągle słyszał, że ktoś mu wymyśla,
Aż w pewien wtorek przeniósł się do Tworek

 

Panna Ala rodem z Chodzieży
Nie zwykła nosić zbyt wiele odzieży
Gdyż na detalach jej figury
"Wszystko" – jak mówi – "prócz własnej skóry
Jakoś dziwnie ciulowo leży"

 

Eks-leśniczy – sołtys Jasiony
Dzień w dzień liczy w Jasionie klony
Poci się przy tym i wzrok ma błędny
I choć w rachunkach jest wręcz bezbłędny
Ogólnie nieco jest pomylony

 

Starszy strażak ze Starołęki
Lubi niezmiernie głośne dźwięki
W hałasie czuje się znakomicie
Przy czym najbardziej uwielbia wycie
Swojej trzydziestoletniej Syrenki

 

Pani Zuzi z Kędzierzyna
Stale z buzi cieknie ślina
A powodem tej słabości
Jest paskudny ząb mądrości
Który w kółko się wyrzyna

 

Żyje Pan Iwo we wsi Siekierki
Który – o dziwo – ma aż trzy nerki
A kiedy spytać pana Iwa
Czy może przez to pić więcej piwa
Oświadcza że nie pije, a nerki nie używa

 

W centrum Poronina mieszka starowina
A z nią stara psina o imieniu Tina
Żywą legendą jest już ten piesek
Ponieważ – wprawdzie jako osesek –
Sikał on jeszcze pod pomnik Lenina

 

Pan Zdzich przymioty zwierząt ze stu ma:
Wąs jak u suma, gibki jak puma,
Wzrok ma sokoli, siłę ma tura,
Złotą lwią grzywę, skoczność kangura...
...tylko nie kuma

 

Pani Aniela spod Nowej Soli
Co co niedziela je kilo fasoli
To kobieta wręcz szałowa
Super silna, bardzo zdrowa
I do tego wystrzałowa!

 

Pani Monia, co żyła w ukraińskim Zbarażu
Ślady słonia odkryła raz na miejskim cmentarzu
Zdenerwowało ją to znalezisko
Bowiem to mało przyjemne słonisko
Wczoraj właśnie nawiało jej z garażu!

 

Pewna pani Ewa, co mieszka w Jeleśni
Co godzinę śpiewa orientalne pieśni
Mąż Ewy długo dociekał powodu
Takiej ekspresji miłości do Wschodu
I w końcu uznał, że szkoda zachodu...

 

Dwaj treserzy z cyrku "As"
Kłócili się raz po raz
Stale koty z sobą darli
Aż tak strasznie się pożarli
Że lew nogi wziął za pas

 

Jeden klawisz "a" w fortepianie z Kalisza
Marne zdanie ma o sąsiadach-klawiszach:
"H" oraz "g" – obaj grają do d...,
Trzeci się asi, czwarty jest "be"
I "klawisz-lala" przezwali mnie..."

 

Odcinek autostrady "A2" tuż pod Koninem
Drogowcy, nocą, raz-dwa zlali do naczyń płynem
Bo słyszeli zapowiedź, że następnego ranka
Na drogach pod Koninem spodziewana jest szklanka
I, chcąc nie zaspać, zadziałali przed terminem

 

Pewien wydajny rzeźbiarz ze Spisza
Właśnie tworzący posąg Małysza
Chyba, jak zwykle, próżno się trudzi
Bo każdy z przezeń rzeźbionych ludzi
I tak ma twarz Krzysztofa Ibisza

 

Home